Określenie „siła wyższa” pada w najnowszej książce Joanny Szwechłowicz wielokrotnie, oczywiście podczas opisu sytuacji, na które nie mamy wpływu. Autorka przenosi nas do międzywojennej Krynicy, gdzie w poszukiwaniu księdza Wojciecha Kalinowskiego wyruszają dwaj benedyktyni Aleksander Herbst i Florian Myszkowski. Tak trafiamy do pensjonatu prowadzonego przez panny Malickie: miejsca dość specyficznego i przez to ciekawego. Nasi bohaterowie odnajdują ojca Kalinowskiego, ale w tym samym dniu w pensjonacie zostaje popełnione morderstwo i choć policja uważa to za zwykły wypadek, to mieszkańcy „Polskiego Katolickiego Pensjonatu Pod Krokusami” mają odmienne spostrzeżenia, którymi z nikim się nie dzielą. Herbst i Myszkowski rozpoczynają swoje prywatne śledztwo i szybko przekonują się, iż każdy mieszkaniec pensjonatu (może oprócz już wiekowego pana Leona) kryje jakąś tajemnicę!
Powieść czyta się lekko i przyjemnie, historie życia gości pensjonatu zgrabnie wplatane są w całą akcję. Podążamy za myślami kolejnych postaci, a w międzyczasie prowadzimy śledztwo razem z Aleksandrem Herbstem. Główni bohaterowie zbudowani są na zasadzie przeciwieństw: ojciec Aleksander Herbst to raczej pragmatyk, człowiek o szerokim horyzoncie myślowym, zwolennik feminizmu, natomiast ojciec Florian Myszkowski to człowiek kochający i znający się na sztuce, wielbiciel smacznego jedzenia i zdecydowanie osoba preferująca spokój i niewielkie skupiska ludzkie. Obaj raczej za sobą nie przepadają, ale los zmusza ich nie tylko do prowadzenia wspólnego śledztwa, ale i do zamieszkania w jednym pokoju.
Joanna Szwechłowicz pod osłoną kryminalnej historii przybliża nam międzywojenną Krynicę jako prawdziwy kurort turystyczny. Powieść „Siła wyższa” przypomina odrobinę książki z detektywem Poirotem w roli głównej. Zgromadzenie wszystkich podejrzanych w jednym pokoju, a potem kolejne wykluczanie ich z tego grona, odkrywanie ich tajemnic ewidentnie przywodzi na myśl twórczość Agathy Christie. Joanna Szwechłowicz wzięła z literatury kryminalnej to co najlepsze i wtłoczyła to w ramy międzywojennej Polski, a wyszło z tego całkiem smaczne, literackie połączenie. A tak na marginesie, podobnie jak sama autorka polubiłam ojca Aleksandra Herbsta i ciężko byłoby mi się z nim rozstać, choć postacie dziecięce równie mocno skradły moje serce, dodając lekkości i uśmiechu.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Joanna Szwechłowicz, „Siła wyższa”, Warszawa, Wydawnicto Prószyński i S-ka, 2016
Komentarze