„Singielka. Życie i miłość z nutką śmiałości” – recenzja

Recenzja książki „Singielka. Życie i miłość z nutką śmiałości”.
Bycie singielką w dzisiejszych czasach nie jest łatwe.

W społeczeństwie, które nieustannie łączy się w pary, na każdym kroku samotna, niezależna i samowystarczalna kobieta postrzegana jest jak jakiś dziwak, odmieniec.

Mandy Hale ma 30 lat i sama kroczy przez życie. Autorka słusznie zauważyła, że w księgarniach na półkach widnieją poradniki dla par i małżeństw, natomiast dla singli tego typu książki są jak na lekarstwo, albo w ogóle. Dlatego też postanowiła napisać poradnik dla współczesnych singielek. Mandy Hale w swoim literackim debiucie „Singielka. Życie i miłość z nutką śmiałości” stara się udowodnić, że życie singielki nie jest pasmem nieszczęść i cierpień, zaś sama zainteresowana nie siedzi zapłakana wieczorami na kanapie z kotem na kolanach pochłaniając tonę czekoladowych lodów. W 2010 roku Hale, która pieszczotliwie nazywa siebie Singielką, założyła ruch samotnych kobiet. Jej przygoda z pisaniem zaczęła się bardzo niewinnie - od prowadzenia bloga. Później założyła profil Singielki na Twitterze, który bardzo szybko nabrał rozpędu i doprowadził do powstania strony na Facebooku. Obecnie jej profil śledzi ponad 800 tysięcy fanów. Dzięki temu, została wyróżniona przez wiele magazynów, m.in. "Forbes" i "New York Times".

Najbardziej irytującą sytuacją dla singlielki jest to, że przyjaciele, rodzina i znajomi patrzą na nią z politowaniem, bo skoro w tym wieku nie ma męża, a nawet chłopaka, to zdecydowanie coś z nią jest nie tak. Wszyscy myślą, że jest czarownicą, która przeklina każdego napotkanego mężczyznę i urządza czarne msze. Dlatego też czym prędzej trzeba ją wykluczyć ze społeczeństwa, bo „jak można tak żyć”? Przecież tak nie wypada! To, że ktoś nie ma ochoty na życie w parze oraz na ciągłe kompromisy i ustępstwa, nie jest żadnym przestępstwem. Ludzie nie potrafią zrozumieć, że niektórzy nie odczuwają potrzeby pakowania się w ramiona pierwszemu lepszemu napotkanemu mężczyźnie, byleby tylko nie być samotną. Na siłę życzliwi starają się „pocieszać” i dawać nadzieję, że „kiedyś i ty spotkasz swojego księcia z bajki”. Za wszelką cenę chcą bawić się w swatkę i umawiać na randki w ciemno ze znajomymi znajomych, byle by tylko uniknąć znienawidzonej SAMOTNOŚCI. Czasem odrobina cierpliwości i wytrwałości skutkuje tym, że singielka znajdzie swoją drugą połówkę (nie lubię tego określenia). Nie warto szukać miłości na siłę. Sama do nas przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie.

Może napiszę kilka słów o tej strasznej i okrutnej SAMOTNOŚCI. Aktualnie mój status to „wolna”, więc mogę się co nieco wypowiedzieć na ten temat. Każdy dąży do tego, żeby nie być samym. Owszem, to dobra taktyka i nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Fajnie mieć kogoś, do kogo możemy się ciągle przytulać, spędzać leniwe weekendy, wyruszać na podbój świata. Ale czy warto szukać partnera na siłę i za wszelką cenę, byle by tylko nie być samą? Po co wiązać się z kimś, kto tak naprawdę nam się nie podoba, albo działa nam na nerwy? Czasami ludzie będący w związkach czują się bardziej samotni niż ci, którzy są singlami. Mandy Hale pisze, że okres, w którym jesteśmy sami to czas dla nas. Dzięki tej chwili, która jest bardzo ważna możemy zająć się tylko i wyłącznie sobą samym. Odkrywamy co w życiu chcemy osiągnąć (lub czego nie), robimy wszystko zgodnie z naszym sumieniem bez oglądania się na drugą osobę, zapisujemy się na liczne kursy, które mają na celu ulepszanie naszej osoby, nie planujemy długookresowych podróży – po prostu pakujemy się i jedziemy tam, gdzie akurat mamy ochotę. Poznajesz mnóstwo nowych, interesujących ludzi; odkrywasz w sobie nowe pasje i możliwości - życie w pojedynkę jest wspaniałe! Jest to czas tylko i wyłącznie dla nas, dlatego trzeba się nim cieszyć i wykorzystać na maksa. Zgadzam się z nią w 100% i podpisuję obiema rękami pod jej słowami.

Bardzo się cieszę, że „Singielka” wpadła w moje ręce. Chociaż nie uważam, że jest to wybitny poradnik, który odmienił moje życie to czyta się go całkiem przyjemnie. Przejrzyście napisany z licznymi afirmacjami, które mają dodać nam singlom pewności siebie i uwierzyć we własne możliwości. Jedyne co mi przeszkadzało, to liczne odniesienia do Boga i Biblii. Z jednej strony autorka pisze, że nasze życie leży tylko i wyłącznie w naszych rękach i dzięki naszemu działaniu będzie ono wyglądać tak jak tego chcemy. Z drugiej zaś twierdzi, że nasz los jest w rękach Boga i ułożył on plan na nasze życie… Czuję się lekko zdezorientowana i nie wiem już co mam myśleć na ten temat. Mimo wszystko „Singielka” nie wywróciła mojego życia do góry nogami i nie odkryłam w nim nic zaskakującego, to miło się ją czytało. Polecam książkę nie tylko singielkom, ale również kobietom, które trwają w szczęśliwych związkach. Warto obalić mit o singielce - wiecznie cierpiącej, płaczącej i zdołowanej samotnej kobiecie, która ciągle szuka swojego księcia na białym koniu. Nie pożałujecie czasu, który poświęcicie na lekturę.

Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)

Mandy Hale, „Singielka. Życie i miłość z nutką śmiałości”, Wyd. Święty Wojciech 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat