Opis książki troszkę mnie zaintrygował. Sama pochodzę z małej wioski i znam mentalność ludzi z takich okolic. Zastanawiałam się jak bohaterka chce zrobić coś, co wydaje się być mało realne. „Energiczna i otwarta Cathy postawiła sobie za punkt honoru nawiązać relacje z okolicznymi rolnikami i przekonać ich, że jeśli połączą siły, razem mogą poprawić trudną sytuację swoich gospodarstw i wprowadzić wiele pozytywnych zmian w małym, zapomnianym miasteczku.”
Każdy kto choć jakiś czas mieszkał na wsi widział i wie, że praca na roli jest bardzo ciężka i nigdy do łatwych nie należała. Są lata urodzaju i rolnicy cieszą się ze zbieranych plonów, a są takie czasy, że nic nie idzie po ich myśli i zbiory albo są małe, albo zostają niszczone przez susze, czy inne żywioły.
Cathy była pełna nadziei. Objęła wraz z mężem gospodarstwo rolne we Francji. Myślała, że wspólnymi siłami będą dbać o cały ten dobytek i będą godnie żyć. I tak na początku było. Było tak dopóki nie pojawiły się problemy finansowe. Rola nie przynosiła im większych zysków i oboje byli przerażeni sytuacją. Nie byli na to przygotowani. Nie spodziewali się takiego obrotu sytuacji. Kobieta postanawia nawiązać kontakt z sąsiadami. Próbuje z nimi rozmawiać, jednak nie wie dlaczego wszyscy ich unikają. Nie mają ochoty na rozmowy, ani spotkania z nowymi przybyszami jacy zawitali do ich miasteczka. Domyślacie się dlaczego? Wszystko dzięki byłemu gospodarzowi. Każdy patrzył na Cathy i jej męża poprzez pryzmat gospodarza, który wcześniej obrabiał tą ziemię. Nikt nie pomyślał, że może nowi gospodarze są inni i warto się z nimi zaprzyjaźnić.
Na ich drodze staje Julia i dzięki niej bohaterka chce za wszelką cenę zdobyć zaufanie mieszkańców. Były właściciel fermy dość mocno je naruszył i nie będzie to nic prostego.
Jakie są moje odczucia i wnioski wyciągnięte po przeczytaniu tej książki? Nie należy oceniać ludzi po pozorach. Nie należy nigdy patrzeć na kogoś poprzez pryzmat innych ludzi. Ludzie na wsi mają czasem dziwne mentalności. Kochają sensacje i nie lubią przyjezdnych. Podobnie jak ludzie w mieście często nie tolerują kogoś przyjezdnego. Różne osoby, różne poglądy. Nie popieram tego i uważam, że zanim kogoś ocenimy i zranimy powinniśmy dać mu szanse na przedstawienie siebie i po prostu poznanie go.
Czy książka Doroty Vinet jest warta przeczytania? Myślę, że jedni będą zachwyceni, zaś dla innych będzie troszkę nudna. Ja osobiście polecam. Przeniosłam się na chwilę na wieś i przypomniały mi się czasy kiedy tam mieszkałam. Potrafiłam postawić się na miejscu bohaterów i rozumiałam ich zachowanie.
Monika Pawlak
(monika.pawlak@dlalejdis.pl)
Dorota Vinet, „Siódmy sen”, Gdynia, NOVA RES, 2017
Komentarze