„Siostra Perły” – recenzja

Recenzja książki „Siostra Perły”.
Powieści Lucindy Riley mają to do siebie, że ich się nie czyta.

Biorąc do rąk książki jej autorstwa mam wrażenie, że płynę; że zanurzam się w świat pełen magii, miłości i tajemnic czekających na odkrycie.

„Siostra Perły” jest czwartym tomem cyklu o „Siedmiu siostrach”, który przedstawia historię poszukiwania swoich korzeni przez kobiety zaadoptowane w dzieciństwie przez enigmatycznego multimilionera Pa Salta. Każda z książek, mimo że jest skonstruowana według tego samego schematu, jest niesamowitą, literacką ucztą, której po prostu trzeba skosztować.

Bohaterką tej części jest CeCe (Celaneo), która w poprzednich powieściach nie dała się poznać od dobrej strony. W porównaniu do Star wydawała się być bardzo przytłaczającą osobowością – zaborczą i samolubną. W tym tomie poznajemy jednak drugie oblicze bohaterki, a także powody jej takiego, a nie innego zachowania. CeCe okazuje się być dyslektyczną, niespełnioną malarką, której i tak niskie poczucie własnej wartości spada, kiedy jej ukochana Sia postanawia ułożyć swoje życie. Rozgoryczona dziewczyna wyjeżdża do Australii, aby podobnie jak pozostałe siostry poszukać swoich korzeni.

Ta część, podobnie jak inne, opisuje nie tylko perypetie CeCe, ale także historię jej pochodzenia, która związana jest ze znaną poławiaczką pereł Kitty Mercer. Osiemnastoletnia Kitty, córka pastora, dostaje od losu szansę i w 1908 dociera do Australii. Tam poznaje swojego przyszłego męża, z którym osiedla się w Broome i zostaje najsłynniejszą poławiaczką pereł w historii tego kontynentu.

Po raz kolejny wątek historyczny wciągnął mnie tak bardzo, że nie chciałam „powracać” do historii CeCe. Nic dziwnego, że tak się dzieje, gdyż Lucinda Riley przed napisaniem każdej z powieści odwiedza kraje, do których udają się jej bohaterki. W poszukiwaniu materiałów przekopuje muzea, biblioteki, tomy starych i zapomnianych ksiąg, ażeby móc uczynić swoje książki bardziej wiarygodnymi i atrakcyjnymi. Rzetelne wiadomości połączone z literackim rozmachem autorki tworzą coś absolutnie niesamowitego i powalającego.

Lucinda Riley już od kilku dobrych lat podbija moje serce swoimi powieściami. Każda z nich jest w pewnym sensie odpowiedzią na moje tęsknoty. Bo która z nas nie marzy o dalekich podróżach, o spędzających sen z powiek przygodach, o odnalezieniu sensu swojego istnienia? Która nie chciałaby budzić się na plaży otulona blaskiem słońca? Ach, marzenia.

Saga o „Siedmiu siostrach” jest jak wino – z tomu na tom staje się coraz lepsza, coraz bardziej rozpala wyobraźnię, coraz więcej tajemnic odsłania. Jak będą wyglądać kolejne części? W jaki sposób autorka poprowadzi wątek ostatniej, nieodnalezionej siostry? Podobno zakończenie sagi zna tylko sześć osób na całym świecie i niestety, ja do nich nie należę. Zostaje mi, podobnie jak milionom czytelników, czekać w poczuciu niespełnienia na kolejny tom, który będzie przedstawiać losy Tiggy, czyli Siostry Księżyca. Jeżeli ktoś z was dobrze włada językiem niemieckim bądź angielskim, może już zaspokoić swój literacki głód i przeczytać piąty tom sagi, a jeśli nie – musi czekać do 2019 roku. Nie ma się jednak co martwić – jest jeszcze tyle książek do przeczytania…

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Lucinda Riley, „Siostra Perły”, Albatros, Warszawa, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat