Bohaterkami powieści są kobiety wywodzące się z zupełnie różnych warstw społecznych i wychowane w Łodzi, gdzie trzy z nich mieszkają współcześnie i gdzie w lutym 2013 roku, rozpoczyna się ich historia.
Monika to córka kobiety, która trafia do szpitala, a jej pogarszający się stan zdrowia, ma coraz większy wpływ na życie córki. Irena (której sekrety poznajemy z jej pamiętnika) niegdyś profesorka uniwersytecka, skrywa sekret, który mógł zmienić całkowicie losy jej całej rodziny. Maski zakłada również Iza, żona i matka, wychowująca swoje dzieci w bogatym domu, prowadząca pozornie idealne życie u boku przystojnego ukochanego. Z kolei Amelia po stracie dochodowego interesu nie ma pracy, za to jej długi rosną, a do drzwi puka komornik. Równie duże problemy ma Paula, jedyna z przyjaciółek mieszkająca za granicą i tam próbująca ułożyć sobie życie.
„Skok w króliczą norę” nie prezentuje fajerwerków akcji, fabuła nie gna na łeb i szyję, a bohaterki nie przeżywają ekscytujących przygód. To opowieść o życiu codziennym kobiet znajdujących się na przełomie swojego życia, mierzących się z problemami, jakie ma każda z nas: miłość, choroba w rodzinie, zdrady, emigracja zarobkowa, czy też próby ułożenia sobie życia na nowo. Każda z opowiadanych nam biografii jest wiarygodnie przedstawiona, a sama Łódź wyrasta na piątą, pełnoprawną bohaterkę książki, dodatkowo podkreślając wiarygodność przedstawianej opowieści.
Ważne tematy, poruszane wielokrotnie, a także ciekawe portrety psychologiczne, sprawiają, że całość jest wiarygodną i wciągającą lekturą obyczajową, której bez wyrzutów sumienia można poświęcić kilka godzin, nawet jeśli nie znamy poprzednich książek tego literackiego duetu, przedstawiających perypetie łódzkich przyjaciółek.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Izabela Szolc, Adrianna Michalewska, „Skok w króliczą norę”, Muza, Warszawa 2019
Komentarze