Przełom lat 80 i 90. Przy Okrągłym Stole trwają rozmowy władzy ludowej z opozycją, a Polska Rzeczpospolita Ludowa chyli się ku upadkowi. Kapitan Robert Karski otrzymuje zlecenie odnalezienia funkcjonariusza Pionu IV Służby Bezpieczeństwa Artura Hellera, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Szybko okazuje się, że zaginiony wcale nie dołączył do uciekinierów na Zachód i nie ma najmniejszego zamiaru odkrywać niechlubnych kart z historii służb PRL-u w Radiu Wolna Europa. Woli sam wymierzać sprawiedliwość zostawiając za sobą szlak martwych ciał.
To śledztwo może należeć do najtrudniejszych w karierze Karskiego. Zwłaszcza, iż jak to zwykle bywa nikt nic nie wie, nikt nic nie wiedział, nikt nic nie słyszał. Biurokracja i wszechobecny strach przed donosami też nie ułatwiają mu pracy. Mnożą się wątki, mnożą się osoby powiązane ze zniknięciem Hellera. Ponadto, sam zaginiony zdaje się budzić przejmujący lęk w każdym z kimkolwiek kiedykolwiek się zetknął. Karski błądząc niemal po omacku, powoli wpada jednak na właściwy trop. Kolejne elementy misternej układanki zaczynają do siebie pasować. Prawda jest jednak tak nieprawdopodobna, iż zaiste trudno jej dać wiarę. Bohater odkrywa tajemnicę zaginionego tak mroczną, że przyprawiającą o utratę zmysłów.
„Skowyt” jest świetnie napisany, wciąga od pierwszych stron. Akcja toczy się wartko odkrywając przed czytelnikiem kolejne tropy i tajemnice. Narracja prowadzona z dwóch perspektyw, zwierzyny i tropiącego, nadaje historii dynamizmu i sprawia, iż od powieści Marka Świerczka wprost trudno się oderwać. Uwagę zwracają zwłaszcza fragmenty dziennika Hellera, nad którymi warto zatrzymać się na dłużej. Stawiają one przed czytelnikiem wiele kwestii godnych rozważenia i pytań o prawdziwą naturę zła. „Skowyt” bardzo realistycznie odzwierciedla rzeczywistość schyłku PRL-u. Czytelnik nie ma żadnych problemów z wczuciem się w atmosferę tamtej epoki. Elementy ponadnaturalne urozmaicają historię i nadają jej niepowtarzalny klimat.
Jedynym minusem „Skowytu” jest jego zakończenie. Urwane, pełne niejasności i zostawiające czytelnika z mnóstwem pytań. Mimo iż cała powieść roi się od niedopowiedzeń, to podrzucane przez autora wskazówki pozwalają bez problemu zrozumieć te liczne aluzje. Zakończenie jest jednak mocno kołujące i sprawia, że napięcie, które rosło w oczekiwaniu na rozwiązanie całej historii, nagle błyskawicznie ulatnia się niczym powietrze z przekłutego balonu.
Powieść Marka Świerczka należy do tych łatwych w odbiorze i mocno wciągających lektur. Napięcie jest tu odpowiednio dawkowane nie pozwalając ani na chwilę porzucić losów bohaterów. To idealna powieść na plażę lub długą podróż pociągiem, gdzie można spokojnie zanurzyć się w lekturze nie ryzykując, iż ktoś przerwie nam w najmniej odpowiednim momencie.
Beata Żelazek
(beata.zelazek@dlalejdis.pl)
Marek Świerczek, „Skowyt”, Gdynia, Novae Res, 2015
Komentarze