Koncept słabej kobietki to mit. Silna płeć piękna nie stanowi dziś okazu budzącego zdziwienie otoczenia. Ważne jednak, co usilnie podkreśla autor, by energię do działania czerpała z siebie samej, ze swojego wnętrza. W żadnym wypadku nie powinna zdania o sobie uzależniać od opinii choćby życiowego partnera. Niestety, wiele z nas tak właśnie robi. Co gorsza, angażując się z związek w dużym stopniu, a często nawet w całości rezygnujemy z dotychczasowych pasji, kontaktów. Ogromny samobój dla własnej psychiki, która w obliczu ewentualnego rozstania, ucierpi znacznie bardziej, niż miałoby to miejsce, gdybyśmy zachowały w związku część siebie. Bo związek ma być dodatkiem do naszego życia a nie jego centralnym punktem, poza którym nie wiadomo nawet kiedy pojawi się zwykła pustka. Grzesiak ilustruje to stworzoną przez siebie teorią orbitalną i trafia w sedno. Co więcej, klarownie przedstawia kryteria, jakimi kierujemy się przy wyborze mężczyzn do związków długoterminowych, ale również tych krótkich, czasem tylko jednonocnych.
Wbrew pozorom, autor nie serwuje żadnych rewelacji, nazywa jedynie po imieniu zachowania, które są nam tak bliskie na co dzień, a których nie interpretujemy właściwie, bądź nie robimy tego wcale, skazując się w następstwie na szereg zwątpień. Wszystko to niepotrzebnie. Grzesiak od początku prowadzi czytelniczkę za rękę przez meandry jej zachowań. Wyjaśnia, podpowiada i kieruje myśli na właściwy tor, by uchronić nas przed kolejnym uczuciowym wykolejeniem. I czyni to niezwykle przekonująco, bo początkowy sceptycyzm do lektury, znika wraz z rosnącą ciekawością, która wierci w głowie pytanie: czego jeszcze o sobie nie wiem? I musicie uwierzyć mi na słowo, że w zetknięciu z tą pozycją, cały dotychczasowy sposób myślenia zmienia się. Może nie radykalnie, ale trybiki w głowie zaczynają przeskakiwać z niezwykłą szybkością, a przed oczami staje szereg historii damsko-męskich, których byłyśmy bohaterkami, a których zakończenie było dalekie od happy endu lub relacja toczyła się nie tak, jakbyśmy tego chciały. Okazuje się, że naprawdę niewiele trzeba, by nie komplikować sobie życia w związku. Wystarczy garść pewności siebie zmieszać z umiejętnością efektywnego wykorzystywania męskiego toku myślenia. Doprawić szczyptą kokieterii i odrobiną zaufania. Całość okrasić uśmiechem. I gotowe!
Najciekawsze jednak po lekturze całości jest rodzące się w głowie pytanie: na ile wiara w prawidła autora byłaby silna, gdyby książka wyszła spod pióra kobiety? Argumenty Grzesiaka trafiają z taką siłą, że skłonna jestem przyklasnąć w geście uznania za otworzenie kobietom oczu na wiele spraw. Kobieta mogłaby tego nie zrobić tego tak dosadnie a jednocześnie wiarygodnie.
Katarzyna Stec
(katarzyna.stec@dlalejdis.pl)
Mateusz Grzesiak, ?Alphafemale?, Wydawnictwo Helion
Komentarze