„Ślepnąc od gwiazd” – recenzja

Recenzja książki „Ślepnąc od gwiazd”.
„Ślepnąc od gwiazd” to powieść, która trafia prosto w serce. O życiu po traumie, o miłości i o tym, jak trudno znów zaufać światu.

Niezbyt często trafiam na książki, które chwytają za gardło już po pierwszych stronach – ta zrobiła to bez ostrzeżenia. Kiedy zobaczyłam, jak młoda jest autorka, spodziewałam się lekkiej, może trochę nieopierzonej historii. Tymczasem dostałam coś, co z pełnym przekonaniem mogę nazwać literacką petardą. Pola Hibner pisze tak dojrzale, że przez moment naprawdę zapomniałam, że to jej pierwsza książka. Każde zdanie jest dopieszczone, pełne emocji, a jednocześnie szczere i nieprzekombinowane.

Rosette Evans, główna bohaterka, to młoda kobieta, która pozornie ma wszystko – dom na wzgórzach Clyde Hill, przyjaciół, imprezy, plany na przyszłość. Ale pod tą maską beztroski kryje się coś, co ścina krew w żyłach. Rosette jest ofiarą przemocy. Przeszła przez piekło, które zostawiło w niej rany niewidoczne dla świata. Mimo to próbuje żyć dalej, jakby nic się nie stało. Śmieje się, tańczy, zakochuje. Zwłaszcza wtedy, gdy na jej drodze pojawia się tajemniczy mężczyzna – ten, który mógłby być początkiem nowego życia… gdyby nie to, że przeszłość nie zamierza o niej zapomnieć. Jeden SMS od oprawcy, który właśnie wyszedł na wolność, wystarcza, żeby cała jej misternie budowana stabilność runęła jak domek z kart.

To, co robi Hibner, to coś rzadkiego. Ona nie opowiada o przemocy w sposób szokujący – tylko prawdziwy. Pokazuje, co dzieje się z człowiekiem potem. Jak wygląda życie po traumie. Jak bardzo człowiek chce normalności, nawet jeśli ta normalność wciąż trochę boli. I to właśnie ta prawda sprawia, że trudno oderwać się od tej historii. Raz się uśmiechasz, innym razem masz ochotę krzyczeć z bezsilności. To książka, którą się przeżywa całym sobą.

Autorka pisze z niezwykłym wyczuciem – potrafi połączyć dramat z humorem, ciężar z lekkością, ból z nadzieją. Każdy bohater jest pełen emocji i wad, dzięki czemu wydaje się tak bardzo prawdziwy. „Ślepnąc od gwiazd” to historia, która nie tylko boli, ale też leczy. Pokazuje, że siła nie polega na tym, by zawsze się uśmiechać, tylko by nauczyć się wstawać – raz za razem.

Ogromnie doceniam też gest autorki z początku książki – numery telefonów zaufania. Niby drobiazg, ale tak ważny. To sygnał, że ta książka nie powstała tylko po to, by opowiedzieć historię, ale też, by pomóc komuś, kto może właśnie tkwi w podobnym piekle. A na końcu – perełka – playlista. Dla mnie coś cudownego, bo muzyka i emocje idą tu ręka w rękę.

Koniec książki? Mocny, emocjonalny, taki, że przez chwilę siedziałam w ciszy. Z jednej strony chciałam wiedzieć, co dalej, z drugiej – nie chciałam opuszczać tego świata. To ten rodzaj historii, która zostaje w głowie na długo. „Ślepnąc od gwiazd” to debiut, który zasługuje na ogromne brawa. Dojrzały, emocjonalny i prawdziwy. Pola Hibner udowadnia, że wiek nie ma znaczenia, kiedy ma się talent, serce i coś ważnego do powiedzenia.

Katarzyna Chober

Pola Hibner, „Ślepnąc od gwiazd”, Novae Res, Gdynia, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat