Sięgając po powieść Sarah Vaughan, jak i przez pierwsze kilkadziesiąt stron lektury, spodziewałam się powieści lekkiej, idealnej na ciepły wieczór. Powieści nie wymagającej poświęcenia jej swojej uwagi, takiej której zdania można bez większego namysłu lekko omieć wzrokiem i przerzucać kolejne strony – jedna za drugą. Jakie było moje zdziwienie, gdy nagle powoli zaczęłam się łapać na tym, że choć „Słodki smak miłości” to książka pełna niesamowitego uroku, nie jest książką należącą do gatunku lekkich, przeczytaj i zapomnij. Debiutująca autorka, dobra i doświadczona dziennikarka, stworzyła powieść, która pod pozorem opowieści o konkursie pieczenia, pełnej słodkich deserów, maślanych ciasteczek i wilgotnych ciast o aromacie, którego sam opis wywołuje ogromny apetyt, opowiada o ludziach i ich życiu, takim jakim jest. Nie o tym, jakie wydaje się patrząc z boku, tylko tym prawdziwym, obdartym z pozorów perfekcyjnego szczęścia.
„Słodki smak miłości” przedstawia perypetie czterech uczestników dużego, angielskiego konkursu na mistrza wypieków, a zarazem nową twarz sieci luksusowych supermarketów. Mimo nieco innej otoczki, do złudzenia przypomina to konkurs rzeczywiście odbywający się w Anglii, program bardzo chętnie przeze mnie oglądany, na który już nigdy więcej nie spojrzę tak samo. Dzięki autorce otworzyłam oczy na to, co naprawdę dla uczestników może oznaczać udział w takiej kompetycji, tak chętnie oglądanej przez ludzi usadowionych wygodnie na kanapach. Dla wszystkich bohaterów konkurs był czymś więcej, niż zwykłymi zawodami. Każde z nich wzięło w nim udział, by pokonać własne lęki, stanąć oko w oko ze swoim strachem, czy licząc na gruntowną odmianę swojego losu i życia. Dla każdego z nich było to studium siebie samego, spojrzenie krytycznym okiem na własne życie i na szczęście – motorem do dokonania ważnych zmian. Konkurs dla każdego z nich był czymś innym – własną drogą, terapią podczas pieczenia, sprawił, że na nowo odnaleźli samych siebie.
Powieść jest bardzo ciepła, ma swój urok. Napisana jest prostym, ale poprawnym językiem, przyjemnie się ją czyta. Narracja, jak na debiut, prowadzona jest całkiem sprawnie, a dialogi – płynne, dzięki czemu przyjemnie się ją czyta. Nie można tutaj nie wspomnieć o opisach wypieków tak sugestywnych, że niemalże można poczuć ich smak i aromat! Bohaterzy wydają się realistyczni i budzą sympatię. Jest świetnie zrównoważona pomiędzy lekką lekturą, a książką prowadzącą do przemyśleń. Autorka prawdziwie opowiada o życiu, ludziach, lękach i grze pozorów. Pod płaszczykiem lekkiego czytadełka odkrywamy opowieść o ważnych wartościach. Mimo, iż skłania do refleksji, to pozostawia czytelnika w pozytywnym nastroju, z silnym przekonaniem, iż choć życie nie jest łatwe, ani takie, jakie sobie wymarzyliśmy, czy zaplanowaliśmy, to nigdy nie wolno się poddawać, trzeba walczyć o swoje szczęście i dbać o umiejętność odnajdywania radości w najprostszych czynnościach, takich jak chociażby zagniatanie ciasta na chleb.
„Słodki smak miłości” to przyjemna, choć ucząca nas czegoś lektura. Bardzo szczera i obdarta z lukru opowieść o życiu, choć cały czas utrzymana w ciepłej, pozytywnej atmosferze. Bardzo ciekawy i udany debiut, z chęcią sięgnę po kolejną książkę autorki!
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Sarah Vaughan, „Słodki smak miłości”, Dom Wydawniczy PWN, Warszawa, 2015
Komentarze