Słodko-kwaśna książka

Recenzja książki Smak marzeń.
Są takie filmy, które oglądamy, mimo że doskonale wiemy, czego się po nich spodziewać. Scenariusz jest tak przewidywalny, że od początku znamy zakończenie i losy bohaterów.

A jednak oglądamy je aż do ostatniej sceny. Są też takie książki – przewidywalne, a jednak zawsze znajdzie się dla nich miejsce w domowej biblioteczce. „Smak marzeń” Sherryl Woods jest właśnie taką książką.

Od początku doskonale wiemy, co wydarzy się na każdej następnej stronie. To prosta, przewidywalna historia. Trudno jednoznacznie określić, czy to wada, czy też zaleta. Czasem warto sięgnąć po coś, co nas nie zaskoczy, ale także nie rozczaruje. Byle nie za często.  Jestem wierna zasadzie, że książkę wybiera się w zależności od swojego nastroju. „Smak marzeń” idealnie pasuje do zadowolenia, spokojnej satysfakcji z życia. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Napisana językiem typowym dla romansów, z pewnością zadowoli zwolenniczki tego rodzaju literatury.

Główna bohaterka „Smaku marzeń” to rozwódka z dwójką dzieci, realizująca się zawodowo, której ciągle brakuje czasu dla rodziny. Nieoczekiwanie wraca do rodzinnej miejscowości, aby uporządkować sprawy swoich najbliższych i (przy okazji) swoje własne. W miasteczku, zaprojektowanym i wybudowanym przez ojca, Abby O’Brien odnajduje zagubioną miłość, odbudowuje relacje rodzinne, rozwiązuje problemy swojej młodszej siostry i wyzwala się z pozostałości po toksycznym związku.  I choć piętrzące się problemy zdają się nie mieć końca, to jednak Abby radzi sobie z nimi nadzwyczaj łatwo. A stąd już, jak wiadomo, bardzo niedaleko do happy endu.

Sherryl Woods
, we wstępie książki skierowanym do czytelniczek, zakłada, że lektura ta niejednokrotnie nas rozbawi, a czasem „uronimy kilka łez”. Nic z tego. W tej książce nie ma momentów, które mogłyby wzruszać do łez czy skłaniać do śmiechu. „Smak marzeń” to przyjemna lektura, ale nie wymaga od czytelnika zaangażowania emocjonalnego. Oczekiwania autorki w tym względzie wydają się więc nieco ponad miarę.

Jaki jest więc tak naprawdę smak tej książki? Cóż, słodka miłość, słodcy bohaterowie, nieco lukrowa historia (choć oparta na licznych małych dramatach rodzinnych i niepowodzeniach) powinny czynić odpowiedź na to pytanie banalnie prostą. Jednak aż nazbyt przewidywalna fabuła, nie dostarczająca żadnego dreszczyku emocji sprawia, że po przeczytaniu książki Sherryl Woods pozostaje nam kwaśny posmak. Być może dlatego zapowiedź autorki, iż „Smak marzeń” jest początkiem nowego cyklu powieściowego (zatytułowanego „Kroniki portowe”) przyjęłam z umiarkowanym entuzjazmem.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Sherryl Woods, „Smak marzeń”, Wydawnictwo Harlequin/ Mira, Warszawa 2011


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat