Czytelnik zostaje wprost wrzucony w wir życia Zuzanny Nowik, w skrócie Zu. Co wrażliwsza osoba może nawet współczuć jej multum sytuacji, które napotyka na drodze... lub które sama wywołuje. Zu prze do przodu bez wytchnienia i już w pierwszym rozdziale zmienia i stan cywilny – z narzeczonej lekarza Michała staje się jego żoną – i nazwisko. Od teraz to Zuzanna Roszkowska.
Nie tylko ona tworzy chaos w małżeńskim życiu. Potrzeba lepszego zarobkowania, mimo zrozumiałych oporów ze strony młodej żony, wysyła Michała na czasową emigrację do Wielkiej Brytanii, gdzie dostaje dobrze płatną pracę w szpitalu. Zu natomiast zostaje w Polsce jako tytułowa słomiana wdowa. Od razu określenie to skojarzyło mi się z klasykiem filmowym z 1955 roku – „Słomianym wdowcem”. Książka nie zgłębia jednak romansowych wątków bycia z dala od partnera. Zu nie musi opierać się czarowi przystojnego, młodego sąsiada. Może dlatego, że jej blok zamieszkują głównie emeryci. Zresztą Michał co jakiś czas przylatuje do żony i wtedy wspólnie oddają się namiętnościom.
Więcej o bohaterce książki Iwony Czarkowskiej mówi podtytuł – „kobieta do zadań specjalnych”. Zuzanna jest agentką, niestety nie pracuje w agencji wywiadowczej, a w agencji nieruchomości Cztery Kąty. Prozaiczność tego zawodu jest jednak mylna, bo to właśnie on generuje tajemnicę, którą rozwiązuje główna bohaterka. Czytelnik razem z kobietą zgłębia losy rodziny Kowalów, zakładu pogrzebowego Zielony Karawan, starej fotografii i wiele innych historii.
Choć każdy z bohaterów książki opisany jest w nietuzinkowy sposób, to jasne jest, że dominuje Zu. Autorka „Słomianej wdowy” wykreowała postać, która wzbudza zarówno ogromną sympatię, jak i czasem politowanie. Młoda kobieta pali czajniki, gubi telefon, spóźnia się do pracy, ciągle wpada w tarapaty. Jest jednak niczym kot, który spada na cztery łapy. Dostaje nawet propozycję ekskluzywnego noclegu w... areszcie. W celi znajduje się łóżko z baldachimem – na weekendy policjanci wynajmują celę nowożeńcom, łaknącym nowych doznań. Choć brzmi to absurdalnie, w świecie Zuzanny wszystko jest możliwe.
Niemałe zainteresowanie wzbudza forma książki. Wymienione i pokrótce scharakteryzowane na wstępie postacie powieści (jak w dramacie) zachęcają do bliższego ich poznania. Zapowiadają zróżnicowanie bohaterów i zawiłe sytuacje. Uwagę przykuwają również rozbudowane śmieszne tytuły rozdziałów, wprowadzające nutę tajemniczości. Jakby w przeciwieństwie do długich tytułów same rozdziały są krótkie i zwarte. Wypełnione zabawnymi sytuacjami pozwalają czytelnikowi lekko płynąć po fabule „Słomianej wdowy”.
Właściwie każdy z rozdziałów to taka „minihistoryjka”, zawierająca pełno śmiesznych momentów, omyłek i (nie)szczęśliwych przypadków, których bohaterką jest Zu i jej otoczenie. Dzięki takiej konstrukcji książka przypomina film komediowy, pełen gagów i zwrotów akcji. Pozwala to na zaglądanie do książki z przerwami, pomiędzy różnymi czynnościami, po prostu w wolnej chwili. Oryginalność wątków nie pozwala zapomnieć losów bohaterów nawet przy takim dorywczym czytaniu.
W moim domu powieść przeczytały już dwie osoby. Dla mnie była to przyjemna, lekka lektura, czytana w wolnych chwilach w autobusie, podczas obiadu w pracy, w przypadku mojej mamy, której podsunęłam „Słomianą wdowę”, powieść ta wywołała salwy śmiechu i została przez nią pochłonięta w ciągu jednego wieczoru. Mimo naszych różnych gustów czytelniczych, książka zdała egzamin u nas obu. Mam nadzieję, że spodoba się też innym osobom.
Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)
Iwona Czarkowska, „Słomiana wdowa, czyli kobieta do zadań specjalnych”, Zakrzewo, Replika, 2014
Komentarze