„Smak trucizny” – recenzja

Recenzja książki „Smak trucizny. 11 najbardziej śmiertelnych trucizn i historie morderców, którzy ich użyli”/
„(…) okazało się, że można na nim zarobić, sprzedając go jako trutkę na wszelkiego rodzaju szkodniki, między innymi karaluchy, szczury, bezpańskie zwierzęta – a także na krewnych i potajemnych kochanków i kochanki”.

Kiedy słyszymy słowo trucizna, umysł prawdopodobnie podsuwa nam obraz podstępnego jegomościa wlewającego podejrzanie wyglądającą substancję do kieliszka przeznaczonego dla niczego nieświadomej ofiary. Ewentualnie, idąc tropem kilka lat temu obejrzanego dokumentu, panią domu, która do przygotowanej dla małżonka popołudniowej herbaty dorzuca bonus w postaci trutki na gryzonie. Bez względu na pierwsze skojarzenie, z truciem kojarzymy kogoś pozbawionego skrupułów, o skłonnościach psychopatycznych. Zbrodnia pozostaje zbrodnią, ale jednak jest różnica między atakiem w napadzie szału, a wykalkulowanym i nierzadko rozłożonym w czasie aktem, kiedy to sprawca może przyglądać się powolnemu konaniu, a nawet udawać, że jest zatroskany o los osoby, której własnoręcznie przysporzył cierpienia.

Neil Bradbury; profesor fizjologii i biofizyki na Rosalind Franklin University of Medicine and Science, wykładowca i badacz chorób genetycznych; postanowił stworzyć minikompendium na temat tego, co w małej dawce może nam służyć, ale już w większej doprowadzić do naszej śmierci. W kolejności wybranej przez autora śledzimy, jak insulina, atropina, strychnina, akonityna, rycyna, digoksyna, cyjanek, potas, polon, arszenik i chlor na przemian siały postrach, jak i potrafiły być wykorzystywane przez człowieka w różny, czasem nie do końca przemyślany, sposób.

Zawarta w osobnym rozdziale prezentacja każdej substancji składa się z rysu historycznego, konkretnego/ych przypadku/ów użycia i biologicznej analizy wpływu na organizm człowieka. Pozycję kończy aneks  podsumowujący metody działania, dawkę śmiertelną, objawy i, o ile istnieje, antidotum na każdą z wymienionych trucizn oraz bibliografia rozszerzająca informacje z poszczególnych rozdziałów.

Walor edukacyjny jest niezaprzeczalny, ale rozrywkowy zdaje się być bardziej dostrzegalny w pierwszej części (jak np. kot, który miał czelność przeżyć eksperyment, czy logika napoleońskich lekarzy, którzy stwierdzili, że skoro pewien gorzki biały proszek jest pożyteczny, to inne również takie będą i można je śmiało podawać pacjentom (!)). Chyba najbardziej przerażającym aspektem tej książki jest fakt, iż znany z książki „Dobry opiekun” Charles Cullen nie był niechlubnym wyjątkiem i ludzie, którzy z zasady mieli/mają nam pomagać w powrocie do zdrowia, nierzadko robili/robią wszystko, aby zabić swoich bliskich albo podopiecznych.

Podsumowując, „Smak trucizny…” to popularnonaukowy reportaż dla fanów kryminałów oraz ciekawostek historycznych i medycznych, który nie ma „za zadanie nikomu pomóc ani zaszkodzić w wyniku użycia którejkolwiek trucizny w celu popełnienia morderstwa”.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

„Smak trucizny. 11 najbardziej śmiertelnych trucizn i historie morderców, którzy ich użyli”, Neil Bradbury, Wydawnictwo REBIS, Poznań, 2022r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat