„Smak ciemności” – recenzja

Recenzja książki „Smak ciemności”.
Czy porwana i szkolona na seksualną niewolnicę dziewczyna może prawdziwie zakochać się w swoim oprawcy? Czy ktoś taki jak on jest w stanie odczuwać jakiekolwiek głębsze uczucia?

Livvie udało się uciec od przeznaczenia, jakie było jej pisane po długim, seksualnym szkoleniu. Pomógł jej w tym… jej oprawca – tyle wiemy z poprzednich części cyklu. Teraz Livvie jako Sophia żyje w Hiszpanii w ramach programu ochrony świadków i napawa się nowym życiem w gronie bliskich przyjaciół. Czy jednak faktycznie chce tylko zapomnieć o swoim porywaczu? Czy, gdy Caleb stanie jej na drodze, odwróci się od niego na zawsze? A może spróbują razem stworzyć coś, co według teorii lekarzy i specjalistów z FBI nie powinno w ogóle mieć miejsca?

„Smak ciemności” zdecydowanie wyróżnia się na tle całego cyklu, przede wszystkim z uwagi na to, że bliższy staje się nam Caleb – to on opowiada historię ze swojego punktu widzenia. Piękne zawiązanie akcji w formie książki w książce doskonale pokazuje, że to, co się wydarzyło, wywarło na życie bohaterów trwały wpływ. Co więcej, taka forma terapii oraz wspólna akceptacja mimo złej przeszłości jest czymś, czego większość osób sobie nie wyobraża – tak samo jak literacki „dark duet” nie wyobraża sobie życia bez siebie.

W „Smaku ciemności” udaje nam się poznać Caleba i muszę przyznać, iż nie podejrzewałam, że będę czuła do niego tak prostą sympatię. Z jednej strony jego zachowanie było mocno dyskusyjne i zapewne wielu czytelników czuje do niego głównie obrzydzenie. Z drugiej zaś, skoro jego ofiara mu całkowicie wybaczyła, jakie prawo do jego potępiania zyskuje czytelnik? Ano niewielkie, mimo ciągłego żalu za swoje postepowanie, który wyraża Caleb – i który w pewnej chwili staje się już irytujący.

Jeśli przez dwa poprzednie tomy liczyliście na sceny seksualne, które przestaną mieć coś wspólnego z przemocą, to… nie doczekacie się. Seksualność jest wciąż obecna w książce, mimo iż zyskuje nieco inny smak, a i role w wielu chwilach zdają się odmieniać. Być może jednak „Smak ciemności” bardziej przywodzi na myśl tymi właśnie fragmentami klasyczną literaturę erotyczną, choć nie brak w nim oczywiście perwersji, która jest charakterystyczna dla całego cyklu.

„Smak ciemności” czyta się o wiele lżej niż poprzednie części, również z uwagi na znacznie lżejszy charakter powieści. Lektura przyniesie wiele odpowiedzi dla fanów tego cyklu, jednocześnie też zmieniając spojrzenie na samą Livvie, która w dziwny sposób zdaje się odnajdywać własne „ja” właśnie dzięki wydarzeniom, w których przymusowo uczestniczyła. Gdzieś w głębi serca, w porównaniu do poprzednich tomów, ten wydaje się bardzo… niewystarczający. Brak w nim tego niecodziennego skomplikowania, które towarzyszyło lekturze poprzednich części cyklu. To raczej dość przyjemna opowieść, w której poczujemy siłę odwzajemnionej i pokonującej wszelkie przeszkody miłości. Niemniej – powieść ważna i zdecydowanie obowiązkowa dla każdego, kto czytał poprzednie tomy.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

C.J.Roberts, „Smak ciemności”, Poznań, wyd. Czwarta Strona, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat