„Smaki świata. 100 przepisów inspirowanych podróżami dookoła świata” – recenzja

Recenzja książki „Smaki świata. 100 przepisów inspirowanych podróżami dookoła świata”.
W okresie wakacyjno-urlopowym trudno nie myśleć o jedzeniu z odległych zakątków świata. Sama niejednokrotnie po tym, gdy zjadłam coś intrygującego i smacznego na wczasach, próbowałam odtworzyć to w domu. Trudno jednak pojechać wszędzie i zjeść wszystko, ale... zawsze można skorzystać z doświadczeń innych. Stąd pomysł, by sięgnąć po książkę będącą swego rodzaju orientalnym atlasem smaków.

Wydawca obiecuje, że dzięki tej książce dowiemy się, dlaczego japońskie śniadania należą do najzdrowszych na świecie; co uwielbiają jeść mieszkańcy Zanzibaru; czym różni się koreański corn dog od amerykańskiego; co można zjeść na kole podbiegunowym. To jednak nie wszystko. Dzięki tej publikacji nauczymy się przygotowywać te wszystkie dania. Autorka zwiedziła 45 krajów, a w trakcie podróży narodziła się jej pasja do gotowania. W każdym nowym miejscu próbowała regionalnych przysmaków, rozmawiała z kucharzami i zaglądała do talerzy lokalsom, a po powrocie odtwarzała smaki, które najbardziej ją zachwyciły. Postanowiła więc zdobytą wiedzą i smakami podzielić się z innymi.

Książka została wydana bardzo elegancko i porządnie. Twarda oprawa cieszy nie tylko oczy, ale przekłada się też na wygodę użytkowania. Nie zamyka się co chwilę, kartki się nie rozklejają.

Podział na śniadania, dania główne, przekąski, „na słodko” itd. uważam za bardzo czytelny. W przeszukiwaniu przepisów pomaga także alfabetyczny indeks, jako że potrawy mają czytelne, wiele mówiące nazwy/tytuły. Ogólnie należy pochwalić tę publikację za przejrzystość. Także tę, jaka panuje na poszczególnych stronach. Rozumiem przez to także czytelną czcionkę listy ingrediencji i instrukcji. W parze z tym idzie jasność odnośnie samych przedstawianych kroków i objaśnień. Lisowska nie pozostawia złudzeń, co i jak należy robić. Wszystko jest jasno napisane, bez chaosu i nieścisłości. Podoba mi się również to, że każdemu przepisowi towarzyszy fotografia z końcowym przedstawieniem efektu finalnego. To bardzo przydatne zwłaszcza w przypadku nieznanych lub znanych mniej w Polsce dań.

Różnorodność zebranych przepisów to kolejny ogromny atut tej publikacji. Możemy znaleźć tu dania dość typowe, ale też bardzo niecodzienne, rzadko spotykane. Wydaje się, że autorka naprawdę dobrze przemyślała, co chce nam, odbiorcom, zaproponować.

Kolejną zaletą jest to, że potrawy, mimo orientalnego klimatu, opierają się na dostępnych w Polsce produktach albo ewentualnie takich, które można zastąpić czymś podobnym. Poziom trudności przepisów jest zróżnicowany. Znajdziemy tu przepisy bardzo łatwe, średnie i trudniejsze, jednak nie wydaje mi się, by któraś z receptur była wyjątkowo problematyczna do przygotowania. A właśnie chyba trudność może niektórych odstraszać od kuchni orientalnej. Z Zuzą Lisowską wydaje się ona niezwykle przystępna.

W publikacji znajdują się przepisy z typowo „orientalnych” zakątków świata. Znajdziemy tu potrawy z Tajlandii, Filipin, Chin, Meksyku, ale też z Bałkanów czy nieoczywistej Szwecji. Choć mango sticky rice, zupa lohikeitto, klopsy kottbullar, kanapka bahn mogą wydawać się niecodzienne dla polskiego odbiorcy, to sposób, w jaki Zuza Lisowska je omawia, zarysowuje kontekst i swoje nastawienie czy pierwsze kroki sprawia, że od razu wydają się... bliższe i bardziej zrozumiałe.

Z zaskoczeniem trafiłam na parę przepisów z USA, np. pieczony naleśnik dutch baby, mac&cheese, cinnamon rolls czy corn dogi. Zaprezentowanie tych tworów w tym tytule ma jednak swój sens – wszak wpływy USA obecnie spotkać można wszędzie, a przepisów na sztandarowe dania z USA jest bez liku, więc dobrze, że ktoś rozsądny – co można wywnioskować po słowach autorki – zaproponował optymalne rozwiązania.

Muszę jednak przyznać, że Zuza Lisowska umieściła w publikacji dania, które budzą we mnie drobne wątpliwości, ponieważ nie zakładają robienia wszystkiego od zera. A jest ich tu trochę. Przepisy, do których potrzebna jest np. pasta miso czy ciasto filo to z jednej strony pójście na łatwiznę, z drugiej ich obecność przekłada się na szybkość przygotowania. W przypadku innych z kolei potrzebna jest wytrwałość w postaci czekania, aż mięso się zamarynuje (w przypadku gravlaksa nawet 24 godziny). Zestawienie obu opcji sprawia jednak, że każdy może znaleźć tu coś dla siebie, co w zasadzie… końcowo wychodzi publikacji na dobre.

Książkę polecam wszystkim, którzy lubią eksperymenty w kuchni, a także cenią orientalne smaki. Zwłaszcza tym, którzy nie tylko lubią smacznie zjeść, ale też chcą znać kulturowy kontekst poszczególnych dań.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Zuza Lisowska, „Smaki świata. 100 przepisów inspirowanych podróżami dookoła świata”, Wydawnictwo Pascal, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat