W tej książce mieści się szarm, który przenika poszczególne litery, słowa, zdania. Bardzo łatwo wychwycić tworzącą się w ten sposób otulinę dla przedstawionego świata. Choć niewątpliwie rzeczywistość dwudziestolecia międzywojennego, sama w sobie ma klimat, który z nostalgią się wspomina, a człowiek chce się tam przenieść choć na chwile.
Książkę czyta się bardzo smacznie. Pomimo nagromadzonych wątków fabuła jest klarowna, a jej konstrukcja bardzo solidna. „Śmierć frajerom” zdołała udźwignąć kolosalną konstrukcję przedstawionej historii. Autor – Grzegorz Kalinowski, dopracował książkę pod względem szczegółów. Nie brakuje w niej charakterystycznego języka dla poszczególnych środowisk przedwojennej Warszawy. Nie tylko słychać stolicę – w jej gwarze i ferworze, ale również ją widać. Dzięki świetnemu przygotowaniu autora, czytelnik przechadza się po ulicach stolicy z lekkością, zupełnie jakby już wcześniej spacerował trotuarami, czy skwerami przedwojennej Warszawy. Jego oczom ukazują się żydowskie Nalewki, czy tak charakterystyczne Czerniakowskie. Odbiorca poznaje chłopaków z ferajny i Szpicbródkę, Warszawę w alejach i Warszawę po zmroku. Jednak nie jest to Warszawa nocą, to świat z ciemnych ulic i bram – może trochę zbyt idealistycznie przedstawiony, ale niewątpliwie interesujący.
To właśnie specyfika rzeczywistości międzywojnia – a może przede wszystkim ówczesnego szemranego towarzystwa. Gdyż właśnie półświatek tej epoki jest szczególnie mocno zmitologizowany, dlatego tak trudnym zadaniem jest opisać tę rzeczywistość w sposób wolny od klisz i legend. Możliwe, że w książce Grzegorza Kalinowskiego tych konturów i w pewien sposób kalek jest sporo, lecz każda z postaci ma swoją indywidualną barwę.
Główny bohater, którym jest Heniek Wcisło, to postać charyzmatyczna o niewątpliwym uroku. Co rusz wplątuje się w nową przygodę. Jednak z każdych opresji wychodzi cało - z uśmiechem losu, nie tracąc przy tym w żaden sposób animuszu. Pomimo, iż w książce jest jasno napisane – wyjaśnione, iż Heniek Wcisło jest złodziejem, czytelnikom ciężko jest jednoznacznie uznać, iż to co robi jest złe. Powodem jest towarzysząca wszystkiemu, bliżej nieokreślona siła magii. A mit dobrego złodzieja – romantycznego szelmy, jest bez wątpienia tym, co lubi większość czytelników. Odbiorcom trudno jest uwierzyć, iż zawód apasza z Woli i jego ferajny nie jest zgodny z literą prawa, ponieważ jego uczynki są usprawiedliwiane wyższym dobrem – często działania podejmowane są w imieniu dobra ojczyzny.
I dlatego ciężko poddać w wątpliwość – nie to, czym trudni się główny bohater, a to, w jaki sposób go postrzegamy. Fakt, że darzymy go sympatią i tym samym trzymamy kciuki, żeby przy kolejnym skoku go nie złapali. Tę nietuzinkową aurę podbija fakt, iż Heniek Wcisło nigdy nikogo nie zamordował. A jego pracy oraz jego chłopków z ferajny towarzyszył swoisty kodeks. A przecież dzisiaj prawdziwych złodziei już nie ma. Wszystkie te elementy wpływają na to, iż „Śmierć frajerom” jawi się jako bajka. W książce występują również postaci historyczne, które zostają finezyjne wplecione w akcje. Te ujęcia nie odstają od zdarzeń fikcyjnych, a płynnie lawirują między nimi. Jednak czasami wyglądają jak przypięte, a nie wszyte w materiał bazę, którym jest życie w drugim obiegu stolicy.
Ta książka jest precyzyjna, wymuskana – wręcz wychuchana. Dlatego tak trudno się nią obłędnie zafascynować lub być do niej nastawionym negatywnie. Ta książka jest poprawna i to chyba wada w zalecie – jeżeli można tak to określić. Nie pozostawia odbiorcy obojętnym na swoje wdzięki, ale trzyma go w zawieszeniu nie pozwalając poczuć się swobodnie. Czytelnik jest po prostu skrępowany, nie mając chwili na oddech.
Po przeczytaniu książki może ogarnąć czytelnika dziwne uczucie niedosytu pomieszanego – poniekąd, z pustką czystej nierealności. Jednak nie może ono determinować finalnej oceny książki. Jest to bardzo dobre wydanie i nawet jeżeli sama historia nie przypadła do gustu, trzeba oddać autorowi iż wykonał ogrom pracy przy tworzeniu tej opowieści. Ignorantem będzie ten, kto z premedytacją nie spojrzy poza horyzont okładki i stwierdzi iż „Śmierć frajerom” nie jest dobra, ani pod względem technicznym, czy topograficznym.
I można odnieść wrażenie, że w tej magicznej historii ostatnie rozdanie już nastąpiło, ale autor nie daje oczywistego rozwiązania. Przed czytelnikiem zostają lekko uchylone drzwi, aby mógł już niedługo otworzyć je szerzej - w kolejnej części, i upewnić się, iż ostatnie rozdanie nastąpiło lecz ostateczne jest dopiero przed głównym bohaterem.
Niewątpliwie Grzegorz Kalinowski bierze czytelnika pod bajer bez żadnego picu.
Katarzyna Prędotka
(katarzyna.predotka@dlalejdis.pl)
Grzegorz Kalinowski, "Śmierć frajerom”, Muza, Warszawa 2015
Komentarze