„Śmiertelne kłamstwa” – recenzja

Recenzja książki „Śmiertelne kłamstwa”.
Stawiając czoła prawdzie… i brakowi logiki.

Zamysł nie był zły. Dekadę temu w małym, spokojnym Buckthorpe zaginął nastolatek Samuel Murray. Zniknięcie chłopaka wstrząsnęło jego przyjaciółką Heather Sharpe, która miała podstawy podejrzewać, że jej starsza siostra Rosie mogła mieć z tym coś wspólnego. Teraz, gdy ich matka umiera na raka, od lat nieutrzymująca kontaktu Rosie powraca, aby się z nią pożegnać, a Heather postanawia wykorzystać nadarzającą się okazję, aby raz na zawsze rozliczyć się z przeszłością. Tymczasem miejscowi z policją na czele dają im odczuć, że nie są w miasteczku mile widziane i powinny jak najszybciej wyjechać.

Trudno im się dziwić. Rzadko się zdarza, abym trafiła na książkę, przy której czytaniu czuję, że mój mózg buntuje się przy każdym kolejnym zdaniu, a tak niestety było w przypadku mojego pierwszego i zapewne ostatniego spotkania z twórczością Sary A. Denzil. Naprawdę ciężko mi było nadążyć za rozumowaniem Heather, która na jednej stronie opisuje, że dzieje się coś złego i to pewnie jej siostra chce zrobić jej krzywdę, a na kolejnej biega za nią jak obłąkana, martwiąc się, że coś jej się stało. Ten cykl zdaje się zapętlać bez końca. Młodsza córka Sharpe’ów to postać tak chwiejna i niezdecydowana, że z czasem zaczęłam kibicować jej prześladowcy, aby wreszcie dopiął swego i uwolnił mnie od męki poznawania jej sprzecznych myśli i „emocjonujących” perypetii.

Z Rosie wcale nie jest lepiej. Snuje się bez celu, mamrocząc irytująco wymijające dialogi i prowadząc rzewne wspominki w klimacie „Wakacji na starej farmie” Lucy Maud Montgomery (nie mam nic do tej autorki, ale spodziewałam się czegoś innego po osadzonej w XXI wieku powieści dla dorosłych), aby wreszcie po kilkuset stronach pod wpływem alkoholu i narkotyków stwierdzić, że chce wyznać prawdę, ale zanim rzeczywiści do tego dojdzie przekartkujemy kolejnych kilkadziesiąt.

Mimo iż przeskakujemy między dwiema narratorkami i płaszczyznami czasowymi, akcja wlecze się niemiłosiernie. Rozdziały pełne są nadmiernie rozbudowanych opisów, powstającego znikąd napięcia seksualnego i ogromnej liczby powtórzeń tak, jakby autorka uważała, że czytelnik jest na tyle niepojętny, że nie zrozumie i/lub nie zapamięta, jeśli przeczyta o czymś raz, czy dwa. Raczej trudno o kredyt zaufania, jeśli ktoś od początku zakłada, że jestem tępakiem, a w finale stwierdza, że łyknę każdą bzdurę, nawet kobietę biegającą w nocy po lesie i wspinająca się po błocie w baletkach(!).

Styl również pozostawia wiele do życzenia, tracąc infantylnością i przesadą – „groźbą śmierci wiszącą nad nami, jak miecz Damoklesa”, „jeżeli ma latarkę, to nie musi się martwić o wpadanie na drzewa”, „że nigdy nie skończą, że staną się częścią lasu – ich miłość zapuści tu korzenie na zawsze”. Na domiar złego w teście znalazło się sporo literówek.

Podsumowując, „Śmiertelne kłamstwa” to wybitnie naciągany thriller z nieprzekonującymi bohaterami, absurdalnymi zwrotami akcji i groteskowym zakończeniem.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Sarah A. Denzil, „Śmiertelne kłamstwa”, Poznań, Wydawnictwo Filia, 2020 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat