Smutny obraz PRL-u

Recenzja książki Chłopaki w sofixach.
Jakub Porada, choć miał zapewne dobre intencje, nie napisał książki, która zachwyciłaby i stała się ciekawą lekturą wspomnieniową dla wielu.

Jego „Chłopaki w sofixach”, to propozycja tylko dla nielicznych, czytaj: jego znajomych, kolegów z kieleckiego osiedla KSM oraz rodziny. Dla nich autobiografia Porady jest niewątpliwie wartościowa, bliska sercu i wspomnieniom. Dla nas jednak, czytelników nie znających autora osobiście, nie wnosi niczego nowego, a nawet prowokuje do zapytania- co Jakub Porada chciał nam przekazać?

Z autobiografii dziennikarza wyłania się bowiem obraz chłopaka, który cudem uciekł z blokowiska opanowanego przez kieleckich lumpów i nieudaczników życiowych, z których wielu skończyło pod budką z piwem lub w dębowej skrzyni. „Wyjechałem na dobre. Ze smutkiem, ale i nadzieją. W końcu wszystkie drogi prowadzą…przed siebie. Cierpiałbym, gdybym nie mógł kiedyś wrócić na stare śmieci. Ale umarłbym, gdybym musiał zostać i patrzeć, jak ulatują ze mnie młodzieńcze ideały i staczam się po równi pochyłej. I niechybnie tak by się stało, bo ciągnęło mnie do piwka z kolegami jak kota do waleriany.”

Nie wiedzieć, czemu właśnie jemu udało się zawalczyć z losem, uciec do stolicy i stać się sławnym dziennikarzem TVN-u. Według opowieści Jakuba Porady, nie wyróżniał się on niczym szczególnym spośród rówieśników. Nie stronił od wódki, która przelewała się hektolitrami, kiepsko się uczył, więcej czasu spędzał na wystawaniu pod klatką, męczeniu kotów i okradaniu piwnic sąsiadów z przetworów, niż na głębszej analizie swojej przyszłości i nauce. Z własnej głupoty i chęci dominacji, jak sam przyznaje, rozpadła się jego kapela, z którą wiązał wielkie nadzieje. Na nic zdały się też pobierane miesiącami lekcje aktorstwa, gdyż nie udało mu się dostać do szkoły aktorskiej. Jednym słowem, Jakub Porada, nakreślił nam niezbyt ciekawy obraz swojego dojrzewania. I nie jest to absolutnie zarzut, bo przecież każdy ma prawo do dzielenia się z innymi tymi informacjami, które uzna za stosowne, mam tylko nadzieję, że wpłynie to korzystnie na jego wizerunek jako osoby publicznej. No i wymaga nie lada odwagi, bo czy na pewno jego opowieść spotka się uznaniem wśród jego dawnych kolegów?

Jeżeli pominiemy już wartość merytoryczną „Chłopaków w sofixach”, bo ta kwestia zawsze pozostanie mocno dyskusyjna, możemy skoncentrować się na stylistyce książki. Chaos, brak spójności, omawianie w kółko tych samych tematów, czy też przeskoki czasowe, choć traktujące przecież cały czas o tych samych latach, nie pozwalają cieszyć się lekkością lektury. Nie ukrywam, że początek zapowiadał się naprawdę nieźle. Porada zaczął snuć opowieść o swej młodości, przypominając nam po drodze o gumach Turbo, dekatyzowanych jeansach, Dzienniku Telewizyjnym, dropsach i landrynach z cukrowej masy, lizakach kogucikach, sucharach z kminkiem, Teleranku, czy „Kobrze”. Wspominamy razem z nim stare przeboje Depeche Mode, Tangerine Dream, Republiki czy TSA. I to jest fajne, bo któż nie lubi powspominać z rozrzewnieniem kartek żywnościowych, zdobywania wszystkiego na czarno i wyjazdów za granicę na handel?

Niestety, kolejne rozdziały przynoszą coraz większe rozczarowanie i znużenie. W kółko wałkowane te same tematy, okraszone historyjkami o kolegach Jakuba Porady, masą niezbyt udanych powiedzonek i przekleństw, zmieszane bezustannie z porównaniami do przeróżnych postaci filmowych i literackich, sprawiają, że cały czas czekałam, aż coś się wydarzy. Że doznam olśnienia, poznam tajniki i przyczyny powstania tej książki. Niestety, złość ogarnęła mnie, gdy dotarłam do ostatniej strony publikacji i zdałam sobie sprawę, że to już koniec, że nic więcej nie będzie. Poczułam się trochę oszukana, bo przecież to miała być „bawiąca do łez opowieść”, a nie smutna autobiografia.

Niestety, nie udało mi się ustalić, jakie przesłanie niosą „Chłopaki w sofixach”. Nie rozumiem też, dlaczego kolejny z dziennikarzy TVN-u, czy też po prostu kolejna osoba publiczna, postanawia spróbować swych sił w pisarstwie, nie do końca mając ku temu predyspozycje, ani nie posiadając pomysłu na ciekawą książkę. U Grzegorza Miecugowa, widać było jednak jakiś zamysł, potencjał, który ma szansę się rozwinąć i którego „Przypadku” może nie zachwalałam, ale i nie negowałam. Niestety, wobec Jakuba Porady, nie mogę być aż tak wspaniałomyślna.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Jakub Porada, „Chłopaki w sofixach”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat