I nie różniła się. Właściwie, czytając książkę, odnosi się wrażenie, że to powtórka z rozrywki, którą Maria Ulatowska zaproponowała czytelnikowi w „Sosnowym dziedzictwie”. Dalsze losy Anny, Dyzia, Irenki, Florka, Jacka i całkiem sporej liczby osób, których życzliwość, dobro i wspaniałomyślność nakazują natychmiast zaliczyć ich do grona świętych, niczym czytelnika nie zaskakują. A wręcz momentami mogą wydawać się irytujące. Bo sielanka, sielanką, ale gdy przez całą książkę wszyscy nadskakują głównej bohaterce, traktują ją jak księżniczkę, rzucają wszystko, by móc być na każde jej skinienie, to można w końcu poczuć zniecierpliwienie.
Anna, którą czytelnik zdołał dobrze poznać dzięki „Sosnowemu dziedzictwu”, przygotowuje się do otwarcia pensjonatu. Pomagają jej w tym wszyscy nowi przyjaciele. Absolutnie wszyscy, bo czy ktoś mógłby (i chciał) Annie odmówić? Pensjonat, ku radości wszystkich, już w pierwszym sezonie letnim funkcjonuje bardzo dobrze, na brak gości nie można narzekać, wielu z nich już pierwszego dnia zostało serdecznymi przyjaciółmi Anny i pozostałych domowników Sosnówki. Dodatkowo jesteśmy świadkami rozwoju dość enigmatycznej miłości pomiędzy główną bohaterką a Jackiem. Bez oporów zdradzę, że związek ten zakończy się ślubem, bo w idyllicznym świecie inne rozwiązania nie są w ogóle brane pod uwagę.
Maria Ulatowska konsekwentnie w „Pensjonacie Sosnówka” maluje utopijne obrazy, tworząc świat, w którym wszyscy się kochają, a kłopoty znikają, zanim jeszcze zdążą się objawić w pełnej krasie. Jest to więc książka, której obce są zwroty akcji, dreszczyk emocji, a także namiętność i pasja, którą nie raz odkryć można podczas lektury. „Pensjonat Sosnówka” jest na wskroś przyzwoity. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, czyta się tę książkę płynnie i szybko. Ot, zgrabnie opowiedziana historia, która, niestety, na długo nie zagości w pamięci czytelnika.
Właściwie, ciężko zrozumieć, dlaczego Maria Ulatowska zdecydowała się na dopisanie ciągu dalszego do „Sosnowego dziedzictwa”. „Pensjonat Sosnówka” to jest dokładnie to, co czytelnik sam mógł sobie dopowiedzieć po lekturze pierwszej części. Dlatego też mogę poradzić przeczytanie albo jednej, albo drugiej pozycji, jeśli lubicie sielankowe historie. Dwie sosnowe opowieści na raz to dla mniej zahartowanego czytelnika może być dużo za dużo.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Maria Ulatowska „Pensjonat Sosnówka” Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze