Matematyka zawsze była mi bliska. Bez względu na to, czy uczyłam się w szkole, czy natykałam się na nią już w dorosłym życiu, zawsze wywoływała u mnie swego rodzaju dreszczyk emocji. Miłość do tego przedmiotu nie zawsze jednak chroniła mnie przed wątpliwościami i pytaniami bez odpowiedzi w tych niezręcznych dla mnie momentach, kiedy matematyka przeradzała się w tajemną wiedzę, do której ja nie mam dostępu. Teraz rozpoczynam swoją matematyczną przygodę na studiach, więc perspektywa bezproblemowego zapoznania się z najbardziej zaawansowanymi pojęciami matematycznymi była dla mnie nie lada gratką. Płomienie na okładce, mające spalić moje dotychczasowe wątpliwości i utarte szlaki, którymi mnie prowadzono przez lata edukacji, wydawały mi się być swego rodzaju nadzieją na jeszcze ciekawszą podróż po świecie matematyki. Jak było naprawdę?
Autor książki „Spal pracownię matematyczną… i sam sobie wymyśl matematykę” przez lata był typowym uczniem unikającym równań, trygonometrii i wykresów jak ognia. Dopiero gdy w księgarni natrafił na pewien niestandardowy podręcznik do matematyki poczuł, że jego życie nie będzie już takie same. Najpierw trafił na kurs, później na studia z fizyki matematycznej i tak obcy dotąd świat stał się dla niego piękną codziennością. Mając w pamięci trudy nauki w szkole, postanowił więc pokazać, że matematyka wcale nie jest czymś złym - jest najwspanialszą podróżą, jaką możemy odbyć w swoim życiu. Jason Wilkes pokazuje czytelnikowi zupełnie nowe oblicze znienawidzonego przedmiotu. Odrzuca wszelkie znane dotychczas zasady i tworzy razem z nami nową matematykę, otwierając kolejne drzwi do tajemnic, które dotychczas były przed nami zakryte. Autor łamiąc pewne matematyczne stereotypy pokazuje, że nawet tak zaawansowane rzeczy jak rachunek różniczkowy i całkowy są proste jak bułka z masłem. Wystarczy tylko poznać je na nowo.
Powiem szczerze, że po takich zapowiedziach, jakie poczynił autor na początku książki, spodziewałam się czegoś innego. Z pewnością książka jest cennym dziełem literackim - tego nie można jej odmówić. Mam jednak wrażenie, że jest tam dużo niedopowiedzeń, które pozostawiają uczucie pewnego niedosytu. Już pierwsze poszukiwania wzoru na pole prostokąta skończyły się w najmniej odpowiednim momencie, zostawiając czytelnika z mnóstwem pytań bez odpowiedzi. Na szczęście nie wszystkie wywody kończą się w taki sposób. Największą niespodzianką jest wspomniany już rachunek różniczkowy i całkowy - tłumaczony bez wiedzy o trygonometrii i innych trudnych wiadomości. Poza tym już sama możliwość obcowania z tak przedstawioną matematyką jest bezcennym przeżyciem, które choć u części może zmienić sposób postrzegania tego przedmiotu i zachęcić do własnych badań. Mimo niedosytu, jaki czuję, autor z pewnością na nowo rozbudził moją miłość do matematyki.
Choć książka nie jest wolna od niedociągnięć, to polecam ją każdemu, kto kocha matematykę, ale też wszystkim tym, którzy o matematyce woleliby zapomnieć. Metody przedstawione w książce będą dla Was bardziej lub mniej przydatne, jednak z pewnością na nowo rozbudzą Waszą miłość do tego pięknego i tajemniczego przedmiotu.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Jason Wilkes, „Spal pracownię matematyczną… i sam sobie wymyśl matematykę”, Prószyński i S-ka 2017
Komentarze