„Spekulacje o kinie” – recenzja

Recenzja książki „Spekulacje o kinie”.
Spektakularne spekulacje mistrza kina

Na tę książkę w napięciu czekałam już długo. Byłam bliska kupienia jej w wersji angielskiej, jednak jakoś udało mi się wytrzymać do polskiego wydania.

Opis z tyłu książki głosi, że „Spekulacje o kinie” są tak dobre, jak tylko fani reżysera i miłośnicy kinematografii mogli sobie wymarzyć, i że Tarantino skupia się w nich na najważniejszych amerykańskich filmach lat siedemdziesiątych, które po raz pierwszy obejrzał w młodości i które przyczyniły się do jego rozwoju artystycznego. Proponuje własne spojrzenie na kino: łączy elementy krytyki filmowej, teorii filmu i reportażu ze wspaniałą historią osobistą, a całość napisana jest charakterystycznym, niepodrabialnym głosem, który mógł wybrzmieć dzięki brawurowemu przekładowi Jana Dzierzgowskiego.

Wydanie wizualnie nie odstaje od oryginalnego w wersji angielskiej (niestety, nie miałam możliwości sprawdzenia tłumaczenia), co się chwali. Nie ma tu zbędnych ozdobników, przerostu formy nad treścią, co bardzo pasuje zarówno do osoby autora, jak i tonu, w którym książka została napisana. „Spekulacje o kinie” to zbiór wspomnień, przemyśleń, esejów i uwag Tarantina na temat filmów. Urozmaicił je historiami i opowieściami różnego rodzaju, a także opisami własnych przeżyć związanych z jego filmami.

Strukturę książki uważam za najlepszą, jaką można dla tego typu książki stworzyć. Autor zabrał nas w podróż w czasie, zaczynając od dzieciństwa i tego, od jakich filmów zaczęła się jego miłość do kina. Jeśli chodzi o linię czasu, pasuje do książek autobiograficznych. Poprzez to, jak Tarantino wyrażał się o filmach i przytaczał choćby historie związane z chodzeniem do kina, napisał wiele o sobie. Czuć jego osobowość i nie ma problemu z odgadnięciem, kto jest autorem czytanych słów.

Na kolejnych kartach poświęcił uwagę klasykom kina z lat 70., ale także wskazał zapomniane czy niedocenione tytułu. Ogólnie wymienił ich całe mnóstwo, o każdym dając choćby odrobinę zarysu, „z czym go zjeść”. Dzięki wnikliwym i interesującym analizom tego, co reżyser oglądał i jakie to na nim wywarło wrażenie, można potem zupełnie inaczej spojrzeć na jego filmy. Książka pokazała bowiem, że żadnego filmu, dobrego czy złego, Tarantino nie oglądał bezrefleksyjnie. Jego wnioski często różnią się też od ogólnych recenzji danych tytułów, dzięki czemu „Spekulacje o kinie” wiele dają nie tylko fanom autora, ale wielbicielom kina po prostu. Oryginalne podejście do tematu niewątpliwie go bowiem wyróżnia.

W genialny sposób Tarantino opisał niektóre z filmów. Choć, pisząc o starych i powszechnie znanych filmach, omawiał też zakończenia (w przypadku takich trudno mówić o spoilerach), przytaczał fabuły, to robił to w taki sposób, że mimo iż dany film już oglądałam, rodziła się we mnie ogromna ochota na powtórkę.

Książka ta jest czymś znacznie więcej niż tylko swoistą bazą wiedzy o kinie. Mnóstwo w niej bowiem zaskakujących anegdot, czasem bardziej zabawnych, czasem szokujących, zza kulis. Nie brakowało też ciekawostek, np. jak mógłby wyglądać „Taksówkarz”, gdyby reżyserował go ktoś inny lub co jest wyjątkowego w „Rockym”.mMożna więc nie tylko poznać trochę samego Tarantina i jego spojrzenie na kino, ale też dowiedzieć się czegoś o innych ludziach kina oraz procesie powstawania niektórych produkcji.

Jak na Tarantina przystało, książka ma lekką formę i czyta się ją naprawdę szybko, a oderwanie się na dłuższy okres wręcz graniczy z cudem, ze względu na język. Wyrazisty, ale bez przegięcia. Widać, że nie próbował szokować, a po prostu wyrażał wprost swoją opinię. Wulgaryzmy i dosadniejsze teksty były adekwatne i uzasadnione. W książce jest zarówno krytyka tak dosadna, że na miejscu twórców danej produkcji chciałabym zapaść się pod ziemię, jak również wychwalanie tak przemawiające, że na obejrzenie danego tytułu ma się ochotę gnać z prędkością błyskawicy.

Mnie w dodatku bardzo spodobało się, że książka została napisana w sposób podobny do tego, w jaki jest prowadzona narracja i dialogi w filmach Tarantina. To dzieło bardzo głębokie, bo dał się poznać nie tylko jako mistrz słowa i opowiadania (co nie raz pokazał już w swoich filmach), ale też jako człowiek, posiadający imponującą wiedzę o filmach. Tym, co najbardziej cenię u specjalistów w danej dziedzinie jest to, jak dobrze umieją podzielić się nią.

Całość wydaje się więc wielopłaszczyznowym monologiem prawdziwego, wytrawnego znawcy kina, który dobrze wie, o czym mówi. Tarantino odsłonił się w niej nieco i zrobił to w niesamowity sposób. Czytając, można odnieść wrażenie, że naprawdę się go słucha podczas luźnej gawędy. Ja nie mogłam się od lektury oderwać ani przestać myśleć o tym, co przesłuchałam. Z ogromną przyjemnością przypomniałam sobie wiele ze wspomnianych filmów, a niektóre obejrzałam po raz pierwszy. Jestem autorowi wdzięczna za to, ile dowiedziałam się zarówno o kinie, jak i o nim samym. Szczerze i gorąco polecam tę książkę fanom reżysera, ale również tym wszystkim, których ciekawi kino i nie lubią bezmyślnego oglądania.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Quentin Tarantino, „Spekulacje o kinie”, Wydawnictwo Marginesy, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat