„Mężczyźni są nadmiernie umięśnionymi, owłosionymi istotami, od których nie należy zbyt wiele wymagać […] Czasem bywają użyteczni na polach walki lub przydają się do przesuwania ciężkich mebli, poza tym niewielki z nich pożytek.” Żeby powiedzieć coś takiego w kręgach powściągliwej, XIX-wiecznej bostońskiej śmietanki, trzeba było naprawdę mieć jaja. I posiadała je Alicja James.
Była kobietą niezwykle bystrą i przenikliwą. Inteligentną i odważną. Krzewicielką postępu i niepopularnych ówcześnie idei, które zrobiły furorę długo po jej śmierci. A mimo to biografie poświęciły jej zaledwie kilka linijek. Jest wspominana tylko w kontekście swoich wybitnych braci – pisarza Henry’ego i psychologa Williama. Dlaczego? Bo większość swojego życia spędziła przykuta do łóżka przez tajemniczą chorobę, która może i odebrała jej władzę nad własnym ciałem, ale nie pozbawiła trzeźwości umysłu i jasności wyrażania myśli.
Powieść jest nie tylko pamiętnikiem, ale przede wszystkim opowieścią o realiach epoki wiktoriańskiej; bolesnym rozrachunkiem z rzeczywistością, w której bohaterce przyszło żyć. Kobieta opisuje swoje życie rodzinne, relacje z bliskimi, zmagania z chorobą oraz światopogląd tamtejszej inteligencji, permanentnie zresztą krytykowany. Alicja w swoich zapiskach bardzo często zwracała uwagę na los kobiet w tamtych czasach, które według niej częstokroć zostawały sprzedawane przyszłym mężom „jak bele perkalu”. Mimo dość radykalnych poglądów, bohaterce naprawdę daleko było do dzisiejszych feministek (a raczej feminazistek). Ona chciała, aby kobiety przestały być tylko piękną, acz głupią ozdobą mężczyzn i mogły wyjść z domowego więzienia, aby rozwijać się intelektualnie i duchowo. Nie zgadzała się na zakłamanie i społeczne konwenanse, które niewiele wspólnego miały z miłością i partnerstwem.
„Śpiąca Alicja” jest powieścią o kobiecie dla kobiet. To książka niezwykła, wielowymiarowa, a przede wszystkim pięknie napisana. Czas istnieje w niej tylko teoretycznie, gdyż tak naprawdę nie ma on dla czytelnika większego znaczenia. Autorka snuje swą opowieść bez pośpiechu; pozwala delektować się każdym słowem, na własnej skórze doświadczać emocji przeżywanych przez bohaterkę. Pokazuje kobietę, która mimo zamknięcia w czterech ścianach, wciąż zadziwiała swoją ciekawością świata i żądzą wiedzy.
Alicja jest bohaterką, o której ciężko zapomnieć; która w swojej ulotności zostawia za sobą głęboką bruzdę w każdym, kto się z nią zetknął. Tym bardziej dziękuję Judith Hooper za to, że postanowiła ją obudzić. A może raczej wskrzesić?
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Judith Hooper, „Śpiąca Alicja”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa, 2017 r.
Komentarze