„Śpiące królewny” – recenzja

Recenzja książki „Śpiące królewny”.
Świat bez kobiet jest nie do pomyślenia. A co ze światem, w którym kobiety mogą stanowić śmiertelne zagrożenie?

Na tą książkę czekało mnóstwo fanów Stevena Kinga. Pod koniec października bieżącego roku ukazała się powieść „Śpiące królewny”, którą King napisał wspólnie ze swoim synem Owenem.

Wyobraźcie sobie małe miasteczko Dooling w zachodniej Wirginii, w którym głównym źródłem zatrudnienia mieszkańców jest więzienie dla kobiet. To jedno z takich typowych małych miasteczek, brudnych i mrocznych, w których policja ma ręce pełne roboty. W Dooling albo masz pracę i mocno się jej trzymasz, albo dzień schodzi Ci, na piciu, braniu narkotyków czy bezcelowym „zbijaniu bąków”.

To tu toczy się główna akcja książki. To z perspektywy mieszkańców Dooling poznajemy ogrom tego, co dzieje się z kobietami w całych Stanach Zjednoczonych. A co się dzieje? Kobiety zaczynają zapadać w sen, co samo w sobie oczywiście dziwne nie jest, ale podczas tego snu zaczyna je oplatać coś na kształt kokonu. Dziwna biaława, lepka substancja, sącząca się z uszu, czy oczu pokrywa  ich ciała.

Nikt nie wie, skąd ta maź się bierze, czym jest i dlaczego próby jej usunięcia czy obudzenia śpiących kobiet kończą się ich atakami szału. I to wyjątkowo brutalnymi i niebezpiecznymi. Oczywiście można z tym walczyć standardowymi metodami np. kawą, czy środkami pobudzającymi, ale ten sen prędzej czy później dopada każdą (prawie) osobę z chromosomem xx.

Wobec śpiących kobiet mężczyźni zaczynają sobie radzić tak jak można się było spodziewać. Początkowo bezradni i zagubieni w nowej rzeczywistości z czasem zaczynają stosować przemoc nie tylko wobec siebie, ale i pogrążonych w śnie kobiet.

Tak „Śpiące królewny” to książka, na którą i ja czekałam. Uwielbiam Kinga za jego umiejętność łączenia wątków obyczajowych, sensacyjnych z krwawymi i drobiazgowymi opisami typowymi dla horroru. Zupełnie nie zawiodłam się na tym duecie. Nie wiem, w jaki sposób autorzy dzielili się pracą, ale czytając powieść nie da się odczuć zmiany stylu. Od początku do ostatniej strony jest tak samo dobra, tak mocno wciągająca i dająca do myślenia. Bo to nie jest zwykła książka Kinga. Gdzieś tam między ćmami, kokonami, przemocą, tajemnicą i mrocznymi zaułkami Dooling, gdzieś tam przewijają się myśli o wartości kobiet, o ich wadze w życiu świata. Myśli, które nie pozwalają wobec „Śpiących królewien” przejść obojętnie.

Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)

Steven King, Owen King, Śpiące królewny, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat