Powieść Przemysława Kozy to książka, która od pierwszych stron nie wprawia czytelnika w dobry nastrój. Ma się to za sprawą zarówno fabuły - martwy w środku główny bohater, ponura rzeczywistość, jak i stylu pisania. Nieco zbyt na siłę pisane i nadmiernie rozbudowane metafory, niezbyt ciekawy ton narracji. Na szczęście okazuje się, że po dość ciężkim początku, książka wciąga tak, że nie zauważając kiedy spędzam cały wieczór na śledzeniu losów milicjanta Józefa Krzepickiego. Narracja nabiera niesamowitego rozpędu, a do tego stylu i polotu, przez kolejne strony czytelnik sunie błyskawicznie. Opowieść kryminalna z historią w tle ma mroczny klimat pozostającej w dołku komunistycznej polski. Braki na półkach i w ludzkim morale zostały oddane wiarygodnie i z łatwością przenosimy się wyobraźnią do tamtych czasów.
„Śpij, malutka” opowiada historię mężczyzny, próbującego odnaleźć prawdę – w czasach, w których jej doszukiwanie się nie mogło skończyć się dobrze. Próbując odnaleźć zabójcę swojej córki, zostanie mu to jasno wyłożone wiele razy. Jednak w powieści Przemysława Kozy wątek kryminalny, choć główny, zostaje zepchnięty na dalszy plan przez barwną postać autodestrukcyjnego milicjanta, który nie stroni od szklaneczki czegoś mocniejszego. Ciężko mi było nie łapać się na porównywaniu głównego bohatera z Henrym Chinaskim, bohaterem powieści Bukowskiego. Nie sądzę jednak, by wynikało to z celowej inspiracji, a raczej ze zwykłego podobieństwa tych dwóch autodestrukcyjnych bohaterów, nieustannie toczących wewnętrzną walkę z samym sobą, wiedząc jednak w głębi siebie, że po prostu lubią siebie i swoje życie, jakim są.
Książka ta jest zdecydowanie przyjemną pozycją, lekką, do przeczytania w dwa zimowe wieczory. Ciężko powiedzieć, czy jest to tytuł, który zapadnie nam na długo w pamięć, na pewno jednak dostarczy dobrej rozrywki i kilku godzin interesującej lektury. Komunistyczna Polska odwzorowana jest dość barwnie i z łatwością można puścić wodze fantazji i przenieść się na jakiś czas w swojej wyobraźni, do tych już dość odległych, lecz wciąż żywych w naszej pamięci, czasów.
Małym minusem jest dla mnie dość mocne odbieganie od rdzenia fabuły, czyli wątku kryminalnego. Mało studium sprawy, dużo skupiania się na mniej istotnych szczegółach, czy też samych poalkoholowych dumaniach głównego bohatera. Jak i często bywa, dialogi w moim mniemaniu są nieco przesadnie ubarwione, zwalniają dynamikę powieści. Mimo wszystko są to słabsze strony nieco na siłę wyszukane, nie przeszkadzają w czerpaniu przyjemności z lektury, ani nie wpływają w dużej mierze na moją ogólną ocenę książki, która jest zdecydowanie dobra.
Warsztat autora nie jest doskonały, ale na pewno dobry, historia zaś ciekawa. Książkę czyta się bardzo płynnie, fabuła wywołuje dreszczyk emocji i ciężko się od niej oderwać, aż do ostatniej strony. „Śpij, malutka” to debiut Przemysława Kozy i ja na pewno będę obserwować, czy pojawią się wkrótce jego nowe powieści.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomnczuk@dlalejdis.pl)
Przemysław Koza, „Śpij, malutka”, Gdynia, Novae Res, 2014
Komentarze