Krzysztof Sujecki to autor, który słynie z książek ukazujących dzieje sportu. Tym razem postawił na niezwykle interesujący temat – opisał początki polskich sportsmenek – poczynając od cyklistki Karoliny Kocięckiej (ur. 1875 r.) po Elżbietę Dućską - Krzesińską(ur. 1934 r.). Oczywiście jak zaznacza sam autor nie opisał on sylwetek wszystkich Polek odnoszących sportowe sukcesy w przeszłości i wybrał jedynie garść prekursorek, jednak to w zupełności wystarczyło, by nakreślić nam jak bardzo trudne były początki pierwszych kobiet w polskim sporcie.
Każdy rozdział poświęcono kolejnej sportsmence. Prócz krótkiej notki biograficznej możemy przeczytać historię każdej z nich, wzmianki o porażkach i sukcesach, anegdoty i poznać ich historię. Do tego dostaliśmy solidną porcję cudownych zdjęć, przepełnionych emocjami i niesamowitą energią. To piękne jak ogromna siła bije od każdej z tych kobiet, czuć to nawet patrząc jedynie na ich fotografie. Wyobrażam sobie jakie emocje musiało nieść ze sobą spotkanie ich na żywo i porozmawianie z nimi. W końcu będę wiedziała co odpowiadać na pytanie „Z kim spośród nieżyjących już osób chciałabyś zjeść kolację?” - teraz mam aż kilkanaście kandydatek i nie sposób byłoby wybrać tylko jedną z nich.
Skłamałabym jednak pisząc, że była to lekka lektura. Losy większości z kobiet opisanych przez Szujeckiego nie były łatwe. Książka przepełniona jest bolesnymi doświadczeniami i smutnymi wspomnieniami. Dodatkowy żal wzbudzały we mnie te historie, w których o tych tak ważnych dla polskiego sportu osobach po prostu zapominano. Ich kariera się kończyła, wyjeżdżały, umierały. Nie zostały docenione za poświęcenie swojego życia na przetarcie szlaków dla swoich następczyń.
Bardzo mi się podoba to, w jakim tonie została napisana ta książka - w każdym słowie, w każdej historii widać nie tylko ogrom pracy, jaki Szujecki włożył w odszukanie, zweryfikowanie informacji oraz ich ułożenie w całość, ale także jego ogromny szacunek do opisywanych kobiet. Gdyby nie jego praca, większość z nas nigdy by zapewne o nich nie usłyszała.
To wyjątkowa pozycja na naszym rynku wydawniczym - kobiety w dalszym ciągu wydają się być w naszym kraju pomijane, nawet w dzisiejszych czasach. „Sportsmenki” trafiły w moje ręce mniej więcej w tym samym czasie gdy w Polsce zaczęły się strajki kobiet. To było niezwykłe doświadczenie, bo czytając jak mało praw miały kobiety żyjące wiele, wiele lat przede mną oraz z jakim trudem przychodziło im obalanie stereotypów, czułam niepokój. Tak naprawdę czasy wcale się nie zmieniły. Do dziś kobiety dalej nie mają lekkiego startu. Gdy wychodzą poza szereg i chcą oddawać się swoim pasjom jest im niezwykle trudno, a społeczeństwo wcale nie jest mniej konserwatywne niż kilka dekad temu.
„Sportsmenki” to pięknie wydana książka i choć nie o wygląd tutaj chodzi. Krzysztof Szujecki stworzył piękną ozdobę każdej domowej biblioteczki. To pozycja do której będzie się wracało i to niejeden raz.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Krzysztof Szujecki, „Sportsmenki”, Muza SA, Warszawa, 2020
Komentarze