„Spotkajmy się zanim przyjdzie zima” - recenzja

Recenzja książki „Spotkajmy się zanim przyjdzie zima”.
„I żadna wojna tego nie zmieni”

Mam nadzieję, że autor kończy właśnie drugi tom tej historii, bo zatrzymał mnie, czytelniczkę, w takim miejscu, że aż mam ochotę krzyczeć i to niezbyt cenzuralnie. Ta opowieść naprawdę wciąga, a to historia w zasadzie dziejąca się w przeszłości, na przestrzeni wielu lat. Okazuje się jednak, że ta przeszłość może mieć też wpływ na teraźniejszość. Pytanie: W jaki?

Historycznie opowieść zaczyna się w czasie powstania styczniowego, gdy zdobyta w czasie jednej z akcji moneta trafia w ręce powstańca. To on ją dzieli na dwie połowy, zabierając jedną i wręczając drugą swojej ukochanej. Jest miłość, jest też zazdrosny konkurent, który zrobi wszystko, aby ukochana Oleńka stała się jego żoną. W ten oto sposób życie połączy Młynarskich, Zaporewiczów oraz de Ville’ów. Połówki monety towarzyszą kolejnym właścicielom, pokonując wraz z nimi bezkresne tajgi na Syberii, Wilno i Lwów, ale także odwiedzając Warszawę, Berlin czy Paryż. Będzie o rewolucji 1905 roku, o światowych wojnach – to w części historycznej. Jeśli chodzi o bohaterów, to są ludzie, którzy stają się właścicielami monety czasem przypadkiem, czasem jest to ich jedyne bogactwo, a czasem-przekleństwo.

Co się dzieje współcześnie? Tu pojawia się dziennikarka, Monika Wilczyńska, która próbując odkryć tajemnice wczesnego dzieciństwa, staje się ofiarą i główną podejrzaną. Brzmi ciekawie? To zaledwie początek historii, która zatrzymuje się gdzieś w połowie zdania. Dawno nie trafiłam na książkę, która zostawiła mnie w takim przydechu, w napięciu, w oczekiwaniu na to, co dalej. Bo ta historia nie może się tak skończyć, jak się kończy w tej książce. Nie ma mowy.

Zbigniew Zborowski to autor sprawnie poruszający się po historycznych realiach, w których osadza swoich bohaterów. Dodatkowo wkłada w każdego bohatera, także tego drugoplanowego, tyle cech, że każda postać sprawia wrażenie, jakby naprawdę żyła. Wszystko jest idealnie dopasowane. Oczywiście można się zastanawiać, czy niektóre wydarzenia historyczne musiały się pojawić i czy na pewno warto je było umieszczać, aby akcja była jeszcze bardziej wciągająca. Nie wiem. Wiem, że upraszczanie Wołynia czy obrony Stalingradu nie wpływa zasadniczo na treść książki, tak więc doceniam, że takie akcenty także się pojawiły. Z kolei sam autor podkreśla, że mieszka w Warszawie, stąd obecność miasta w książce.

Czy warto po tę opowieść sięgnąć? Warto. Nawet trzeba. Na pewno wciągną się miłośnicy sag historycznych, które ostatnio stają się coraz popularniejsze. W tym przypadku mamy do czynienia z historiami, które w jakiś sposób wpływają na to, co się dzieje współcześnie, chociaż po pierwszych kilku stronach to powiązanie wydaje się jedynie fantazją wydawnictwa, mającą na celu zaintrygowanie czytelników. Każda przeczytana strona jedynie potęguje zainteresowanie, zaś dynamicznie pojawiający się bohaterowie wciągając w swoją opowieść kolejne osoby. I czytelnika, który niecierpliwie kartkuje kolejne strony.  

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Zbigniew Zborowski, „Spotkajmy się zanim przyjdzie zima”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat