Emily St John Mandel to kanadyjska pisarka, która na swoim koncie ma cztery powieści. Ostatnia pt. ”Stacja Jedenaście”, wydana przez nią w 2014 roku przyniosła jej prawdziwy rozgłos. Powieść ta została nominowana do nagrody National Book Award oraz PEN/Faulkner Award i długo utrzymywała się na liście bestsellerów "New York Times’a". W Polsce drukiem ukazała się w połowie listopada bieżącego roku.
„Stacja Jedenaście” to trochę nietypowa powieść post apokaliptyczna. Nietypowa z wielu względów.
Autorka przedstawia w niej świat, w którym ludność została zdziesiątkowana na skutek śmiertelnego wirusa grypy gruzińskiej. Choroby, która rozprzestrzeniała się bardzo szybko, powodując ogromną umieralność na całym świecie. Ci, którym udało się przeżyć mieszkają wszędzie od lasów, po stacje benzynowe, czy lotniska, bądź podróżują z miejsca na miejsce szukając szansy na przeżycie. Bo chodź wirus zdziesiątkował populację, już nie zagraża, groźniejsi są natomiast inni ludzie.
Co więc jest w tej książce nietypowego?
Fakt, że autorka dużą rolę poświęca w niej nie samej walce o życie, a walce o zachowanie tego, co ludzkie. Jedni z głównych bohaterów, aktorska trupa zwana Podróżującą Symfonią, wśród resztek świata, w rzeczywistości zdaje się bez przyszłości, wędruje od osady do osady wystawiając… sztuki Szekspira. Starszy mężczyzna, który utknął i zamieszkał wraz z innymi ludźmi na lotnisku prowadzi muzeum. Zbiera, kolekcjonuje, próbuje ocalić przed zniszczeniem i zapomnieniem przedmioty codziennego użytku, książki, komiksy, gazety.
Emily St John Mandel wątki po apokalipsie miesza z opowieściami o ludziach przed jej nastaniem, dzięki czemu poznajemy niektórych bohaterów książki jako dzieci i nastolatków.
Niby jest to literatura stricte science fiction, ale jest w „Stacji Jedenaście” dużo miejsca dla czytelnika na przemyślenia. Autorka opisywanymi wydarzeniami zmusza nas do refleksji nad życiem, nad tym, co w nim jest tak naprawdę ważne i co świadczy o ludzkości. Czy ludzkość to ludzie, czy ich historia, kultura? Czy zaczynamy dobrze, pozytywnie myśleć o czymś tylko wtedy, gdy nam tego zabraknie? I w końcu czy tak naprawdę chcemy ocalić niektóre rzeczy od zapomnienia, czy jest to nam obojętne?
Mimo, że koniec książki mocno mnie rozczarował, bo spodziewałam się innej puenty dla tej historii, książkę polecam. „Stacja Jedenaście” to dobry kawałek literatury, nie tylko dla wielbicieli post apokaliptycznych historii, ale i dla tych, którzy między wierszami autora lubią odnajdywać inne, głębsze dno.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Emily St John Mandel, Stacja Jedenaście, Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2015
Komentarze