Róża na wycieraczce, przesyłka z wypatrzoną książką, pokaźne bukiety dostarczane przez pocztę kwiatową. Która dziewczyna nie chciałaby mieć takiego wielbiciela? Jula Rogacka – bohaterka kolejnej powieści Olgi Rudnickiej – na pewno oddałaby wiele, żeby taki człowiek nie pojawił się w jej życiu. Ale na to nie miała wpływu. Początkowo romantyczny, rozpieszczający ją cichy wielbiciel, stał się nękającym, niszczącym ją i jej otoczenie stalkerem. Smsy i telefony co chwilę, bez względu na porę dnia i nocy, śledzenie, wystawanie pod mieszkaniem, nagabywanie znajomych, rodziny i sąsiadów – to druga, mroczna strona wcale nie takiego cichego wielbiciela, jakby to się z perspektywy obserwatora wydawać mogło. Stalker okazuje się być nie tylko destrukcyjny dla swojej ofiary, ale i jej otoczenia.
„Cichy wielbiciel” to nie tylko pusta historia, która może przydarzyć się każdej z nas (puk, puk – odpukać w niemalowane drzewo), ale przeżycia, jakie jej towarzyszą. Autorka poradziła sobie z trudnym tematem. Udało jej się wejść zarówno w rolę pokrzywdzonej dziewczyny, jej najbliższych, jak i obsesyjnie zakochanego mężczyzny. Na szczęście, nie poniosła jej fantazja i zbudowała realistyczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Świetnie wycieniowała przemianę, jaka następuje w otoczeniu ofiary, począwszy od zachwytu nad jej oprawcą i niezrozumienia dla sytuacji, poprzez strach o swoje życie, współczucie, aż po całkowite odcięcie się od nękanej osoby. Trafnie przedstawiła również zachowanie stalkera, jego sposoby pozyskiwania informacji o obiekcie obsesji, tłumaczenie zachowań dziewczyny, wmawianie sobie, że jej na nim zależy i, że są parą.
Wśród tych licznych plusów jest niewielki minus, którego nie mogę pominąć. Drażniąca jest obecność w książce powtarzającego się tekstu piosenki „Martwe morze”, będącego sygnałem telefonu Julii. Być może był to efekt zamierzony przez autorkę, pomagający wczuć się czytelnikowi w postać dziewczyny, ale chyba nie przewidziała tego, że denerwujący dla czytającego może być sam fakt, że przez kolejne dwie strony pojawia się taki sam czterowersowy tekst. Bez względu na ten drobny szczegół, książka warta jest poświęcenia jej kilku godzin swojego wolnego czasu.
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Olga Rudnicka, „Cichy wielbiciel”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze