Główną bohaterkę poznajemy tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego. Są lata dziewięćdziesiąte – na Ukrainie żniwa zbiera epidemia cholery, na Bałtyku dochodzi do katastrofy promu Estonia, a masło w Polskich sklepach kosztuje dziewiętnaście tysięcy złotych. Wioletta właśnie dowiedziała się, ze nie będzie mogła mieszkać w akademiku, ponieważ jej dom rodzinny znajduje się zbyt blisko Częstochowy. Po śmierci babci nie ma pieniędzy na wynajem lokum w pobliżu uczelni.
W anonimowym tłumie w autobusie bezskutecznie szuka Pana Kamila, którego poznała na Hektarach. Jedzie do hotelu na obrzeżach Częstochowy, gdzie za ostatnie pieniądze wynajmuje pokój od znajomej w hotelu robotniczym Wega. To pierwszy przystanek podczas tułaczki po stancjach, które wynajmuje. Tak zaczyna się jej podróż po naiwnościach, bólu i wnioskach na przyszłość. Z drugiej jednak strony możemy dostrzec wiele pozytywnych emocji związanych z poznawaniem nowych, niesamowitych osób.
Wiola wychowała się na wsi, gdzie wśród pól i zwierząt gospodarczych odkrywała swój mały świat. Studentka – jak zwraca się do niej Waldek stróżujący w hotelu Wega - swój awangardowy styl podkreśla tlenionymi pasemkami, rzemykami i piórami wplecionymi we włosy. Zna siebie. Wydaje jej się, że wie dużo, a przynajmniej tyle, ile usłyszała podczas cichych rozmów w domu. W hotelu Wega Wiola podczas rozmów z Waldkiem czeka na grzałkę aby zaparzyć granulowana herbatę lub ugotować chińska zupkę. Pozna tutaj rosyjskich bliźniaków. Później trafi do zgromadzenia sióstr bezhabitowych. Matka przełożona wplącze dziewczynę w dziwną relację biorąc ją za swoją córkę, która zmarła podczas II wojny światowej. Kiedy zdecyduje się na własne lokum podejmie próbę samodzielnego życia. Łączenie pracy z nauką nie przynosi zamierzonych efektów. Życie w wielkim świecie niesie ze sobą wiele nowych wyzwań.
Opowieści Grzegorzewskiej są subtelne, zabawne, świeże. Podróżujemy razem z Wiolettą. Nie jest to trudne, ponieważ świat opisany w książce można dotknąć i powąchać. Staje się namacalny. Przyjemnie wrócić do lat dziewięćdziesiątych i przypomnieć sobie modę, muzykę i popularne książki. Są to czasy bez wszechobecnych telefonów, komputerów i Internetu, a przecież to nie było tak dawno.
Książka została podzielona na krótkie rozdziały. Dzięki temu nabiera dynamiki. Napisana została prostym, a zarazem pięknym językiem, dlatego czyta się ją szybko. Towarzyszy temu ciekawość - co przyniesie kolejna strona, jakie emocje i przygody spotkają Wiolę? Zdumiewające zakończenie książki zmusza czytelnika do tego, aby przemyślał każdą wizję tego, co się wcześniej wydarzyło. Czy główna bohaterka biegnie za nowymi możliwościami, czy szybko je odrzuca? Stara się do nich dostosować, czy ma już ukształtowany światopogląd, któremu podporządkowuje to, co widzi i czuje?
Patrycja Zajkowska
(patrycja.zajkowska@dlalejdis.pl)
Wioletta Grzegorzewska, „Stancje”, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2017r.
Komentarze