„Starsza pani znika” – recenzja

Recenzja książki „Starsza pani znika”.
Odrobina suspensu w starym stylu.

„Starsza pani znika” została opublikowana w 1936 roku i jest jedną z niewielu pozycji Ethel Liny White drukowanych do dnia dzisiejszego (w Polsce właśnie wyszło jej drugie wydanie). W międzyczasie doczekała się trzech filmowych wersji. Pierwsza, najluźniej związana z pierwowzorem i wyreżyserowana przez Alfreda Hitchcocka, powstała już w 1938 roku. Kolejna, z 1979 roku, przenosi akcję do przedwojennych Niemiec i zmienia narodowość postaci na amerykańską, nadając całości komediowy wydźwięk. Najnowsza, telewizyjna, z 2013 roku, jest ekranizacją w pełnym tego słowa znaczeniu, dzięki której BBC udało się przyciągnąć przed odbiorniki prawie siedem i pół miliona widzów.

Zarys fabularny jest dość enigmatyczny, a i sama powieść jest jedną z najkrótszych, jakie kiedykolwiek czytałam, liczy bowiem niespełna 240 stron. Główną bohaterką jest Iris Carr, młoda kobieta, wypoczywająca w położonym w górach hotelu w bliżej nieokreślonym państwie na Bałkanach. Z powodu awantury dziewczyna odłącza się od paczki przyjaciół i postanawia samotnie wrócić do Wielkiej Brytanii. W trakcie podróży pociągiem nawiązuje znajomość z  Winifred Froy, guwernantką w średnim wieku i choć trudno uznać ich relację za wyjątkowo ciepłą, czy zażyłą to właśnie Iris bije na alarm, gdy nieoczekiwanie towarzyszka znika, a współpasażerowie twierdzą, że nigdy jej nie widzieli. Czyżby Iris postradała rozum? A może to inni są wplątani w spisek zagrażający życiu nauczycielki, która, jak sama twierdzi, nie ma żadnych wrogów?

Moim zdaniem „Starsza pani znika” zalicza się do gatunku utworów, które czyta się głównie dla angielskiej flegmy, arystokratycznych dramatów, unoszących się w powietrzu oparów dymu oraz atmosfery czasów, w których wypadało mieć odpowiednią suknię do śniadania, obiadu, popołudnia i wieczoru, bo założenie tej niezgodnej z zasadami z miejsca wywoływało obyczajowy skandal. W odróżnieniu od powstałego niemalże w tym samym czasie „Podróżnego” Ulricha A. Boschwitza tutaj ani na chwilę nie da się zapomnieć, że czytamy tekst sprzed kilkudziesięciu lat. Język jest pełen archaizmów i przestarzałych sformułowań, dialogi są formalne, a sytuacje obwarowane konwenansami.

Intryga nie mrozi krwi w żyłach i nie jest specjalnie zawiła (w zasadzie od początku w grę wchodzą tylko dwie możliwości), ale zbudowana jest w dość specyficzny sposób, mianowicie tuż przed rozwikłaniem zagadki autorka postanawia… przybliżyć nam sylwetki kilku mniej lub bardziej zaangażowanych w akcję postaci. Trochę tak, jakbyśmy trafili na blok reklamowy, oglądając film z płyty DVD.

Podsumowując, myślę, że elegancko wydana książka Ethel Liny White powinna przypaść do gustu fanom klasycznych historii obyczajowych z nutą dreszczyku. Osobiście preferuję większą dawkę emocji i opowieści o bardziej uniwersalnej wymowie.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Ethel Lina White, „Starsza pani znika”, Warszawa, Wydawnictwo MG, 2020 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat