„Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów” to dosyć gruba książka. Ładnie wydana, z ciekawą ilustracją na okładce. Na pewno zachęci wszystkich czytelników fantasy i nieznanych światów do sięgnięcia po nią. Można pochwalić i podziwiać autora za stworzenie długiej opowieści o braciach oraz towarzyszącym ich wędrowcach. Wszystkich ciągnie do przodu chęć odnalezienia magii. W sobie, w ulotnych chwilach, w ciemnych zakamarkach ulic wielkiego miasta. To odczucie jest dominujące i doskonale je poznajemy.
Limbo i Heartstrink podążają za głosem serca, by odkryć, co tak naprawdę dzieje się po drugiej stronie mroku. Czy faktycznie miejska rzeczywistość jest tym, czym wydaje się być? Czy tylko jest przykrywką do rozgrywek ciemnych sił mroku? Starszy z braci, Heartstrink, pewnego dnia jest świadkiem czegoś strasznego. Udaje mu się uciec do domu, a kolejne przemyślenia wpływają na opuszczenie przytulnej piwnicy. Wędrując z bratem po lasach i miastach, natyka się na piękne, ale także okropne rzeczy. Mitologia miejska ulega materializacji, by zamienić się w tajemniczy świat fantasy. Kolejne zdarzenia i poznane osoby prowadzą do bardzo różnych odkryć. Nie dość, że okaże się, że bracia są potomkami magów, to mają także w sobie niezwykłe zdolności. Niektóre magiczne, inne po prostu przydatne. Po drodze napotykają Vinciego, kolejnego młodzieńca wręcz opętanego misją odnalezienia bram do magicznego świata. Nastepujące po sobie wydarzenia będą prowadziły dalej i dalej w głąb ich własnych serc, tajemnic rodzinnych, a także okrutnej prawdy o śmierci własnych rodziców. Wiele zagadek będzie trzeba rozwiązać, żeby czytelnik mógł dowiedzieć się, jak powstało Stowarzyszenie Wędrującego Liścia.
„Stowarzyszenie Wędrującego Liścia” jest połączeniem miejskich legend i świata w klimacie śródziemskich opowieści. Dlatego też sądzę, że dla wielu czytelników Tolkiena dosyć oczywista będzie fascynacja autora tym pisarzem. Jest tu wiele elementów, które przypominają niektóre sytuacje z jego trylogii. Natomiast główny wątek powieści i przeżywane w niej historie są generalnie ciekawe i szczególnie w dalszej części książki rozwijają się w sposób bardzo nieraz zaskakujący. Do pełnego sukcesu natomiast, według mnie, brakuje jeszcze trochę ulepszenia warsztatu w przełożeniu świata własnej wyobraźni na papier oraz uporządkowania tworzonej przez siebie rzeczywistości. Brakowało mi czasem pewnej konsekwencji w opisywanych zdarzeniach. Bohaterowie raz (można mieć wrażenie) są nastolatkami, innym razem wydają się być nieco starsi. Niektóre zdarzenia jak i fakty z życia osób występujących w powieści są podane czasem w sposób zbyt oczywisty (lub nagły i nagromadzony) dla całej akcji. Marcin Kołacz ma bogatą wyobraźnię i umiejętność tworzenia magicznych światów. Kolejna powieść będzie przypuszczalnie zaproszeniem do świetnie zbudowanej innej rzeczywistości, w której być może i po raz kolejny magia będzie przeplatała się ze współczesną codziennością.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Marcin Kołacz „Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów” wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2019
Komentarze