Człowiek jest istotą, która pragnie sobie podporządkować i zagarnąć wszystko, co się da. Taka już nasza natura, że jak zdobędziemy upragniony cel, to na horyzoncie pojawia się kolejny, następny... Nie inaczej jest w „Strażnikach”. Ludzie zdominowali przestrzeń, a wszystko inne zostało zepchnięte na dalszy plan. Technologia, nauka, wiedza oraz zdolności przyczyniły się do tego faktu. Jednak nagle pojawili się Strażnicy, którzy mają pilnować ładu oraz sprawić, żeby wszystkie wymiary istniały w ogólnej symbiozie. Żaden Bóg, królowie czy magowie nie mogą tego zmienić.
Strzegący porządku mają specjalną misję, a o porażce nie ma mowy. Dowódczyni wojowników została wytropiona przez wrogów i musi ciągle uciekać, jednak nie ma już tak naprawdę dokąd. Przeciwnik jest silny, a w pojedynkę nie do pokonania. Zaczyna się wyścig z czasem. Kto pierwszy dotrze do kobiety i przekona ją o swoim oddaniu? Czy Strażnicy wykonają zadanie, a może świat na dobre straci równowagę? Kim jest ich przeciwnik? Czy dowódczyni zaufa odpowiednim osobom?
Ciągle daje szansę polskim autorom, dlatego kiedy zobaczyłam rodzimą fantastykę (do tego autorka pochodzi z mojego rodzinnego miasta), wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. Fantasy i wszystkie pochodne nie maja określonych, ścisłych ram, dlatego można bawić się słowem oraz odniesieniami. Łatwo jednak zgubić się we własnych pomysłach, poplątać wątki, a wtedy całość wychodzi troszkę karkołomnie. Niestety właśnie tacy są „Strażnicy”. Mimo najszczerszych chęci, poczułam się zagubiona już gdzieś w połowie. Nie chodzi o to, że nie rozumiałam czytanego tekstu, ale całość została stworzona dość topornie. Fabuła się zacinała i nie była płynna. Podobały mi się wykorzystane pomysły, jednak chaos zaburzył przyjemność czytania. Skakanie ze sceny na scenę oraz wątku na wątek był bardzo mylący. Nie mogłam się wgryźć w przedstawioną historię, ponieważ nie dość, że była poplątana, to miała również za dużo wątków. Kiedy chciałam skupić się na jednym, za chwile nadciągało pięć innych i tak co kilka stron.
Nie rozumiem też zabiegu zmiany imion. Mamy sporo bohaterów o amerykańskich czy angielskich imionach, a nagle pojawiają się i polskie. Zapewne dla wielu osób nie będzie to wadą, ale ja zwracam uwagę na takie mankamenty – pokazują niekonsekwencję w działaniu. Choć nie lubię wielkich opisów i zbytniego lania wody, to tutaj zabrakło wprowadzenia do wykreowanego świata. Jednak trzeba poświęcić chwilę uwagi opisom, żeby czytelnik mógł wczuć się w wykreowaną rzeczywistość.
Plusem na pewno jest wprowadzenie staropolszczyzny do treści oraz dialogów. Nie sprawiają trudności w zrozumienia, a dają ciekawy polot całości. Uważam, że nie ma co jej się obawiać, a autorka pokazała jak fajnie można wkomponować ją we własne pomysły oraz nowoczesny język. Kolejny pozytyw to wprowadzony nastrój. Kąśliwe odzywki czy rubaszne żarty są na porządku dziennym. Kilka zwrotów i odniesień pozytywnie mnie zaskoczyło i czuję, że wykorzystam je w mowie potocznej. Takie momenty wprowadzały element odprężenia oraz radości z czytanej lektury, niestety było ich za mało. Kolejną zaletą jest stan niewiedzy od samego początku. Nie wiadomo co, dlaczego i po co robią bohaterowie. Wraz z czytaną treścią rozjaśnia się w głowie, ale też po jakimś czasie.
Strażnicy mieli dobre zadatki na ciekawą fantastykę do polecenia, jednak zostali przytłoczeni ilością istot, wątków oraz nie do końca jasnym miejscem prowadzenia akcji. Wielka szkoda, ponieważ tytuł zapowiadał się naprawdę ciekawie, a ja miałam wielkie nadzieje. Jest to pierwszy tom, więc może w kolejnym twórczyni pokusi się o jaśniejsze przekazy oraz ujarzmienie ilości pomysłów.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Anna K. Olszewska, „Strażnicy”, Novae Res, Gdynia, 2019 r.
Komentarze