„Strzygoń” - recenzja

Recenzja książki „Strzygoń”.
Mariaż kryminału z odrobiną magii i mistycyzmu intryguje, ale czy powala na kolana?

Co jesteśmy w stanie zrobić dla najbliższych? Poświęcić własne życie, zabić, a może ukryć zbrodnię? Ciężko odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością na tak postawione pytanie. Dopiero w chwili próby poznamy samych siebie i zobaczymy do jakich czynów jesteśmy zdolni, by chronić tych, których najbardziej kochamy.  Dla bohaterów książki „Strzygoń” ta próba nadeszła podczas pobytu w mrocznym pensjonacie na wschodzie Polski.

Miejscowość Przybagnie i ponury pensjonat przypomina mi pełen grozy motel Normana Batesa z filmu „Psychoza”. Polina i Roman idealnie wpisują się w rolę właścicieli miejsca zlokalizowanego pomiędzy borem a bagnami. Natomiast nawałnica, która sprawia, że goście zostają uwięzieni w tytułowym Strzygoniu przywodzi mi na myśl powieści Agathy Christie. Zwłaszcza w momencie, gdy dochodzi do tajemniczego morderstwa. Z pozoru nieracjonalne zachowania mają za zadanie jedno – ukryć to, co nie powinno zostać ujawnione. Pensjonat, dotychczas będący samotnią pisarza Zamroza, zapełnia się dość nieoczekiwanie. Do Przybagnia przybywa syn pisarza oraz nietypowe małżeństwo z Krakowa. Wszyscy mają coś do ukrycia, nikt sobie nie ufa, każdy manipuluje. Kolejni nieoczekiwani goście tylko komplikują już trudną sytuację. Wszystko wymyka się spod kontroli, pojawiają się wzajemne oskarżenia, podejrzenia. Stała presja fatalnie działa na psychikę bohaterów. Czy zbrodnie i ich tuszowanie mogą pozostać bez zasłużonej kary?

Artur Żurek stworzył thriller, który w dużej mierze skupia się na aspekcie psychologicznym bohaterów. Co jest ważniejsze? Więzy kwi, lojalność, a może sprawiedliwość? Zło w naszym świecie ma się niezmiernie dobrze. Jak często przymykamy na nie oko? Jak często jesteśmy wobec niego bezsilni? Organy ścigania, instytucje kościelne, pogranicznicy, organizacje charytatywne, politycy, a w końcu my sami – w powieści Artura Żurka nikt nie zdaje egzaminu z człowieczeństwa. „Strzygoń” to dość smutne podsumowanie naszej moralności i indywidualnych wyborów.

„Strzygoń” intryguje, wciąga i zaskakuje. Autor sprawnie połączył gatunki i poradził sobie z zagęszczeniem wątków. Czy można było zrobić to lepiej? Pewnie tak, ale wiem jedno. Po tej lekturze nigdy nie zawitam do opuszczonego pensjonatu, a z pewnością nie przeczekam tam burzy. To chyba świadczy jednoznacznie o sile oddziaływania tej książki.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Artur Żurek, „Strzygoń”, Kraków, Wydawnictwo Initium, 2023



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat