To się czyta. To się naprawdę dobrze czyta. Wbrew komentarzom, że za młody, że jeszcze niezbyt imponujący dorobek zawodowy, że syn sławnego ojca, opowieść o Maćku Stuhrze, przezeń opowiedziana, jest po prostu ciekawa. Wychodzi z tego gadulstwa obraz mężczyzny, prawdziwy i szczery. Co więcej- dostajemy sporo, ale nie wszystko. To nie lada sztuka, by powiedzieć dużo i jednocześnie niezbyt wiele. Nie sprzedać swojej intymności, swoich problemów osobistych, a zainteresować. Wywiad-rzeka, biografia, jak zwał tak zwał. Nieważne, bo to się naprawdę dobrze czyta.
Historię kariery Maćka Stuhra znamy. Zna je moje pokolenie, bo aktor ten dojrzewał na naszych oczach. Zgodnie z możliwościami jakie oferował mu czas, rozwijał się, by dziś stanąć w czołówce polskich aktorów, podobnie jak jego ojciec. W „Stuhrmówce” odnajdziemy wspomnienia z dzieciństwa, w których rodzina grała największą rolę, zabawne anegdoty z czasów dorastania wraz z kabaretem Po Żarcie i studiowania psychologii, oraz posłuchamy o zaskoczeniu popularnością dzięki filmom takim jak: „Fuks”, „Chłopaki nie płaczą”, czy „Poranek kojota”. O nauce w szkole teatralnej, która dała mu mocne podstawy by dziś czarować widzów w Teatrze Warlikowskiego w sztukach takich jak: „Anioły w Ameryce”, czy „Apollonia”. Aż w końcu o „Obławie”, „Pokłosiu”, czy „Obywatelu”, czyli próbach zmierzenia się z materią zupełnie nieokiełznaną, która wtargnęła w jego życie, nadała mu nowy wymiar i przeniosła jego karierę na inny etap.
Abstrahując od tego, że Maciek to niezwykły gawędziarz i opowiadacz, nie byłoby tej książki bez Beaty Nowickiej. Ktoś może jej zarzucić, że miała łatwiej, bo zna się z Maćkiem Stuhrem od lat, ale też, że przez to było jej trudniej znaleźć właściwe proporcje pomiędzy przyjacielską pogawędką a dziennikarską ciekawością. Ostatecznie jednak zażyłość pomiędzy rozmówcami zaowocowała wartościową rozmową, w której Maciek Stuhr wydaje się być niezwykle szczery. Beata Nowicka nie jest z pewnością napastliwa w pytaniach, nie ciągnie za język. Pozwala mówić, pozwala płynąć dygresjom, z których zawsze coś ciekawego wynika. A tych dygresji jest naprawdę dużo.
Jaki tak naprawdę obraz Maćka Stuhra wyłania się ze „Stuhrmówki”? Przede wszystkim co wyraźnie zaznacza aktor, jego bliscy i przyjaciele, również mający swój udział w powstaniu tej książki, jest człowiekiem potrzebującym wiele wolności. Jaskiniowcem potrzebującym ciszy, samotnikiem, który nie do końca odnajduje się w dużym gronie. Mężczyzną, który nie płacze. Albo raczej nie płacze zbyt często. Twardym, nie chodzącym na skróty, ale i nie idącym na tanie ustępstwa rozwodnikiem, ojcem, oraz zakochanym szczęśliwie mężczyzną. Aktorem, muzykiem, komikiem, kabareciarzem, tekściarzem, felietonistą, autorem limeryków... człowiekiem wszechstronnym, jak zwie go Jacek Poniedziałek. Sporo peanów na jego cześć, mało krytyki. Będzie to niejednokrotnie weryfikowane przez życie. A za dwadzieścia lat przeczytamy pewnie „Stuhrmówkę 2” i oby była tak samo ciekawa.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Maciej Stuhr, Beata Nowicka, „Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką”, Znak 2015
Komentarze