O dobry thriller trudniej niż się wydaje. Nawet jeśli autor ma ciekawy pomysł, to bardzo często wykonanie odziera go z całego geniuszu.
Sięgnęłam więc po „Stukanie do mych drzwi” pełna sprzecznych uczuć. Nie chciałam skreślać książki już na samym początku, ale jakoś ciężko było mi uwierzyć, że po tylu nietrafionych kryminalno- thrillerowych literackich wyborach w końcu mój czytelniczy los się odmienił.
Nathan Cody, główny bohater „Stukania do mych drzwi” to sierżant, który mimo młodego wieku boryka się z traumatycznymi wydarzeniami ze swojej zawodowej przeszłości. Od razu jednak uprzedzam, próżno szukać w tej książce użalania się nad głównym bohaterem, prób tłumaczenia jego zachowania, wyraźnej stronniczości. David Jackson nie głaszcze po główce swoich bohaterów. Dał jednak Nathanowi coś, co sprawia, że czytelnik nie odwraca się do niego plecami na dzień dobry – ironiczne poczucie humoru, celne riposty i pewną prostolinijność.
„Stukanie do mych drzwi” zaczyna się mocnym uderzeniem – od morderstwa. Częsty to zabieg w tego typu książkach, jednak u Davida Jacksona (na szczęście!) to jedynie wstęp do tej powieści, a nie jedyny mocny akcent. Akcja w książce została bardzo dobrze rozłożona, nie pozwalając czytelnikowi na ani odrobinę znużenia. Dobry thriller powinien trzymać w napięciu i ten to właśnie czyni. Bieżąca sprawa brutalnych morderstw na policjantach przeplata się z życiem prywatnym bohatera, zmaganiem się z demonami przeszłości i ciągłym udawaniem przed współpracownikami, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
W „Stukaniu do mych drzwi” David Jackson wykorzystał znane wcześniej w świecie thrillerów zabiegi – tajemniczego zabójcę z misją, głównego bohatera, którego obciążył bagażem przeszłości. A jednak historia nie jest od początku do końca przewidywalna, są takie momenty, gdy na dłuższą chwilę wstrzymuje się oddech. I choć dla mnie osobiście samo zakończenie mogłoby zostać skonstruowane nieco inaczej, to przyjmuję je i nie obniżam prze nie oceny całej książce.
Narratorami rozdziałów są różni bohaterowie, dzięki czemu poznajemy tę historię z różnych perspektyw. Choć nie jestem zwolenniczką narracji pisanej w czasie teraźniejszym, to jednak i to bardzo szybko wybaczyłam autorowi. Gdy fabuła jest ciekawa i wciąga, trudno gniewać się za takie błahostki. Książka podzielona została na krótkie rozdziały, co uważam za bardzo sprytne posunięcie – przekonywanie siebie, że przeczytam „jeszcze tylko ten jeden rozdział” i odłożę książkę, by zająć się innymi sprawami jest znacznie łatwiejsze, gdy rozdziały są krótkie i tym samym w złudny sposób wydaje nam się, że zaoszczędziliśmy czas. Choć muszę wyznać, że odłożyłam książkę dopiero wówczas, gdy dotarłam do wielkiego finału.
„Stukanie do mych drzwi” Davida Jacksona z pewnością nie rozczaruje. Dobra rozrywka gwarantowana.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
David Jackson „Stukanie do mych drzwi”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2016
Komentarze