„Surogatka. Jak moja mama urodziła mi syna”- recenzja

Recenzja książki „Surogatka. Jak moja mama urodziła mi syna”.
Książka Sary Conell to bardzo intymna opowieść o niezwykle trudnej drodze do macierzyństwa.

Historia Sary Conell i jej matki Kristine Casey jest po prostu niezwykła. Z każdego punktu widzenia, zarówno medycznego, społecznego, jak i emocjonalnego. Będzie oczywiście budzić pytania, wątpliwości, a niekiedy niezdrową ciekawość, czy nawet zniesmaczenie. Wszystko będzie wynikać z naszej otwartości na potrzeby innych ludzi oraz chęci zrozumienia, że gdy w grę wchodzi bezwarunkowa miłość, wszystko jest możliwe.

Sara Conell to młoda mężatka, która pragnie mieć dzieci. Po miesiącach nieudanych prób okazuje się, że jej organizm w tej kwestii zawiódł i musi się oddać w ręce specjalistów. Najpierw stymulacja jajeczkowania, a kiedy i to zawodzi, zabieg in vitro. Niestety, choć Sara zachodzi w ciążę i to bliźniaczą, dzieci rodzą się martwe w 7 miesiącu ciąży. Kolejne zabiegi, zastrzyki i z trudem gromadzone pieniądze, nie przybliżają Sary i jej męża do upragnionego rodzicielstwa. Historia jakich wiele, można by rzec, ale tylko do momentu, kiedy do akcji wkracza Kristine, sześćdziesięcioletnia matka Sary. Kiedy zgłasza ona chęć pozostania surogatką, początkowo nikt nie wierzy, że taki scenariusz może w ogóle się udać. Dosyć szybko jednak okazuje się, że Kristine może urodzić swej córce dziecko. I tak, po 9 miesiącach pełnych obaw, wątpliwości, strachu i ogromnej nadziei, na świecie pojawia się Finnean, zdrowy, piękny chłopczyk.

Książka Sary Conell to bardzo intymna opowieść o niezwykle trudnej drodze do macierzyństwa. To także hołd dziękczynny dla matki, która podarowała jej najbardziej niezwykły prezent - życie jej dziecka. Ale wiadomo, że ta historia, która wielu z nas wzruszy, tak zwyczajnie po ludzku, będzie też tematem wielu debat. Na pewno jej przeciwnicy wysuną argumenty religijne, nie dopuszczające in vitro jako drogi do posiadania dzieci. Będą także pytać, kim właściwie dla nowonarodzonego dziecka będzie Kristine? Matką, babcią? Trudno będzie im zaakceptować pogląd samej zainteresowanej, która określiła swą rolę w całej historii, jako „bycie nianią, opiekunką ciążową, która nosi w brzuchu biologiczne dziecko swej córki i zięcia”.

Trzeba się będzie także zmierzyć z pytaniami dotyczącymi wieku ciężarnej, a także jej odbiorem wśród ludzi. Jak my postrzegalibyśmy taką sytuację? Gdzie jest nasz pułap tolerancji dla kobiet, które za wszelką cenę pragną mieć dziecko? No i oczywiście nie unikniemy też pytania - jak my sami zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji, czy bylibyśmy w stanie zrobić coś tak wyjątkowego dla własnego dziecka?

Trudno na półce w księgarni znaleźć książkę, która stawiałaby tak wiele pytań i wzbudzała burzę w naszych umysłach i sercach. Niewątpliwie Sara Conell jest osobą niezwykle odważną, bo nie każdy potrafiłby tak szczerze i otwarcie opisać historię swego życia. Historię, która ma pewnie wielu zwolenników, ale i niestety przeciwników. Pozostaje mieć nadzieję, że społeczeństwo, które staje się coraz bardziej tolerancyjne i otwarte na cuda medycyny, zrozumie jaka jest potęga bezwarunkowej miłości.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Sara Conell, „Surogatka. Jak moja mama urodziła mi syna”, Warszawa, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat