Jako osoba lubiąca mrok i grozę, a także otwarta na wszelkie niekonwencjonalne rozwiązania i nowatorskie pomysły w dzisiejszej twórczości, nie mogłam minąć obojętnie książek, o których – nawet nie czytając – prawdopodobnie każda z nas mogłaby coś powiedzieć. Co by było, gdyby zło wygrało? Mnie zawsze ciekawiły postacie je reprezentujące w bajkach, toteż aż zaczęłam się zastanawiać, jak to możliwe, że jeszcze nikt nie wpadł na napisanie czegoś takiego. Może baśniowe czarne charaktery to jakieś tabu? A może bohaterowie z jeszcze bardziej intrygującymi historiami?
Pięć lat po tym, jak morska wiedźma odebrała Ariel głos i prawdopodobnie zabiła Trytona, po czym wyszła za księcia Eryka, do niemej Małej Syrenki zasiadającej obecnie na tronie Atlantyki dotarła wiadomość, że jej ojciec żyje. Dziewczyna postanowiła go odnaleźć, ponownie wyruszając na ląd. Okazało się, że czeka ją wiele nowych wyzwań.
Od razu spodobało mi się, jak realistycznie został zarysowany obraz świata. To już nie baśń, w której wszystko jest piękne, a miejsce życia zróżnicowanego społeczeństwa. Nie przesadzono jednak w drugą stronę i opisy co brudniejszych miejsc, martwych ryb w porcie itp. nie były przesadnie naturalistyczne. Subtelnie zaznaczony został motyw zanieczyszczania wód, jednak adekwatnie do czasów akcji. Wiadomo bowiem, że dawniej ingerencja człowieka była mniejsza, ale miejsce niewątpliwie miała. Całość wydała mi się wprawdzie odrobinę unowocześniona, aczkolwiek przejawiało się to raczej w zabawniejszych momentach, więc nie przeszkadzało.
Fabuła okazała się ciekawa, rozwijająca prężnie i wciągająca. Nie trafiłam wprawdzie na wiele zaskakujących elementów, ale nie była również zbyt przewidywalna. Owszem, pewne sprawy po prostu musiały potoczyć się w określony sposób, ale autorka pokierowała nimi lekką ręką. Nawet dość przyziemne sceny nie nużyły. Akcji nie przeładowano, ale również przesadnie nie rozwlekano mniej ważnych momentów.
W powieści nie brak zabawnych tekstów czy sytuacji. Jak to w życiu. A głównie o nim, o jego trudach, ale właśnie i pozytywach ze zmagań z nimi płynących, jest to książka.
Bohaterowie rozumujący w dojrzały sposób, toczyli wewnętrzne zmagania. Zaznaczyło się to, acz autorka nie zagłębiła się w analizę psychologiczną, co w tego typu książce wyszło korzystnie. To, czym kierują się postacie, wynika z ich działań, a to z kolei sprzyja dynamice. Biorąc pod uwagę, ile się tam działo: niebezpieczna wyprawa, poszukiwania, ucieczki i knucie, udało się.
Mam mały problem z kwestią tłumaczenia. Pewne struktury, jak np. pramewdziadek, w pierwszej chwili nie są zbyt jasne, choć akurat to można uznać za udane i interesujące. Jednak stwierdzenia, że Florek (który jest rybą) „ustawił się obok niej (syreny)” wydały mi się nieadekwatne, sztuczne. Wiele jest niedociągnięć w tej kwestii.
Powieść przeczytałam szybko, niczego nie pomijając. Jest raczej prosta, ale ciekawa. Można powiedzieć, że autorka wzięła pod warsztat wszystkim znane sprawy i rzuciła na nie nieco inne światło. Puściła swoje wodze fantazji, ale nie w wyjątkowo niekonwencjonalny czy przełomowy sposób, dzięki czemu to łatwa lektura, a nie epokowe dzieło. Nie ma co się spodziewać wysokiego poziomu intelektualnego, ale można przeczytać po prostu dla przyjemności.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Liz Braswell, „Disney Świat obok świata. Mroczna baśń”, Egmont, 2019
Komentarze