Czwarta recenzowana książka świąteczna z tego roku przenosi nas do szkockiego Edynburga. Trafiamy tam razem z dobiegającą trzydziestki Carmen Hogan (raczej mało szkockie imię, o jego pochodzeniu nikt nie wspomina), która znalazła się na zakręcie. Jest samotna, straciła pracę i w dużej mierze chęci do życia, a jej rodzice wywiesili już białą flagę. Carmen, chcąc nie chcąc ląduje u swojej siostry Sofii, której główną wadą jest to, że jest… idealna. Bogata prawniczka z przystojnym mężem; pięknym, nowym domem, trójką dzieci i czwartym w drodze od lat irytuje młodszą siostrę tym, jak perfekcyjnie radzi sobie w każdej dziedzinie. Za jej pośrednictwem Carmen otrzymuje etat w tytułowej księgarni, która stoi na granicy bankructwa. Jedynie nagły i znaczny wzrost sprzedaży może sprawić, że nie pójdzie pod młotek, a jej dziwaczny właściciel McCreddie nie wyląduje na bruku. Czy doczekamy się świątecznego cudu?
Myślę, że odpowiedź twierdząca nie będzie żadnym spoilerem. Raczej nie sięgamy po literaturę bożonarodzeniową, aby mierzyć się z brutalnymi realiami i w rezultacie popsuć sobie humor. W „Świątecznej księgarni”, oprócz ratowania mocno nadszarpniętych więzi rodzinnych i upadającego biznesu, dostajemy również wirtualną podróż po Edynburgu (mogę tylko zakładać, że przedstawiona topografia jest spójna z tą prawdziwą) i niestety wątek romansowy w tej najgorszej, bo trójkątnej, a nawet chwilami pięciokątnej konfiguracji. Trzeba się więc nastawić na sporą dawkę scen z nieporozumieniem i niedopowiedzeniem w tle. W końcowej części książki dochodzi do ich spiętrzenia, ale finał, jak już wcześniej sugerowałam, jest typowo happyendowy.
Styl Jenny Colgan jest dość obrazowy. Mamy tu sporo szczegółowych opisów miejsc i przedmiotów. Czasem pozwalają nam one lepiej wczuć się w atmosferę opowiadanej historii, czasem niepotrzebnie przytłaczają jej płynność i wystawiają cierpliwość czytelnika na próbę. Na pewno pomagają jednak w wykreowaniu idyllicznego klimatu miasta zasypanego śniegiem i ozdobionego światełkami. Dialogi są żywe i nieprzesadzone, a sceny z dziećmi, mimo pierwszego materialistycznego wrażenia, bywają rozczulające. Osobiście okroiłabym wątek pt. „z kim będzie Carmen?” na rzecz rozwinięcia tajemnicy związanej z osobą pana McCreddie’go. Romansów w literaturze, nie tylko świątecznej, mamy aż nadto, a takim intrygującym postaciom, które stopniowo ujawniają swoje prawdziwe oblicze, należy się więcej uwagi.
„Świąteczna księgarnia” łączy w sobie wiele różnych wątków, takich jak: szukanie szczęścia i celu w życiu, głęboko zakorzenione kompleksy, rodzinne konflikty, sekrety i romanse, a nawet szczypta magii. W związku z tym można spokojnie założyć, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie i przy okazji podda się wykreowanemu na jej stronach świątecznemu klimatowi.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Jenny Colgan, „Świąteczna księgarnia”, Wydawnictwo Feeria Stories, Łódź, 2024.
Komentarze