Niedźwiedzia Łapa to niewielkie miasteczko, w którym ludzie żyją blisko siebie, choć często w samotności. Tuż przed świętami panna Lola otwiera cukiernię, która szybko staje się miejscem spotkań mieszkańców. Zbliżające się święta stają się pretekstem do rozmów, decyzji i zmian, które dla wielu bohaterów okazują się początkiem czegoś nowego.
Gdybym miała naturę hazardzistki, to obstawiałabym w ciemno, że „Świąteczne cuda” bardzo mi się spodobają. Zdradzę wam jednak w tajemnicy, że z wygranych w kasynie jeszcze się nie ustawiłam życiowo, więc nosa do tego nie mam i w tym wypadku dalej nic się nie zmieniło. Lubię spokojne obyczajówki, które pokazują zwykłe, a jednak wyjątkowe życie bohaterów. Do świątecznych powieści też nie żywię negatywnych uczuć, a mimo to o tej pozycji nie mogę powiedzieć zbyt wiele dobrego, choć bardzo chciałabym.
Idąc po kolei: pomysł na fabułę na plus, styl narracji autorki też ma potencjał, językowo jest jak najbardziej poprawnie. Pierwsze problemy pojawiają się już na samym początku tej krótkiej historii. Mnogość bohaterów i informacji dotyczących ich wieku, statusu zawodowego i rodzinnego zostaje wystrzelona w czytelnika niczym seria z karabinu maszynowego. Jest to do tego stopnia męczące, że po chwili czytania, odłożyłam książkę na kolejne kilka dni. Pełna pozytywnego nastawienia, wróciłam do lektury i starałam się przebrnąć przez te wszystkie fakty, myśląc, że przecież lada moment dotrę do momentu, gdy skupimy się na fabule. W końcu się udało, dotarłam. Tylko że nie do miejsca, gdzie historia zaczyna mieć jakiś większy sens, a do końca książki.
Czytając powieść Katarzyny T. Nowak, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że czytam chaotyczne zapiski, które mają posłużyć do napisania historii, a nie już gotowy projekt. Bohaterów jest po prostu za dużo, fakty o nich są dość przypadkowe, całość nie jest spójna i nie zachęca do lektury. Dodatkowo ciężko było mi sobie uświadomić, w jakim czasie dzieje się powieść. Z jednej strony mamy tutaj elementy wskazujące na czas współczesny, ale też takie, które sugerują, że akcja toczy się w nieco dawniejszych czasach ze względu na pewne obyczaje czy zachowanie niektórych osób. Możliwe, że autorka chciała przez to podkreślić, że w Niedźwiedziej Łapie czas się poniekąd zatrzymał, co faktycznie jest zauważalne w przypadku pewnych lokalizacji w Polsce. Pozostaje mi jednak powtórzyć się i również w tej kwestii uznać, że zabrakło tu po prostu spójności.
„Świąteczne cuda” nęciły mnie obietnicą przyjemnej, ciepłej, ale i skłaniającej do przemyśleń lektury. Okazało się jednak, że to powieść, którą zapomnę jeszcze szybciej, niż ją przeczytałam.
Joanna Adamski
Katarzyna T. Nowak, „Świąteczne cuda”, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2025.
Komentarze