„Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera” - recenzja

Recenzja książki „Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera”.
Jeśli lubisz oglądać wpadki z „Idola” i „Mam Talent” – sięgnij po tę książkę.

„Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera” autorstwa blogera podpisującego się jako Pigout, jest jedną z publikacji, po której przeczytaniu złapiemy się za głowę, a jedyną słuszną ucieczką od jej treści okaże się solidne rzucenie lekturą w ścianę. Opis książki zapewnia, że dowiemy się, czym są największe absurdy współczesnego świata. Obiecuje, że z krzeseł zwali nas „gigantyczne poczucie humoru i sarkazm” autora, a jako swoisty „bezpiecznik”, abyśmy nie zwariowali, służyć ma jego zdrowy rozsądek. Na okładce można znaleźć również ostrzeżenie treści „Niebezpiecznie śmieszne. I trochę straszne”. Sięgnęłam po nią mając nadzieję, że spotkam tam ciekawą karykaturę rzeczywistości. Bo nie ukrywam, że dobry hejt przeczytać lubię.

„Książka”, bo inaczej zbioru wpisów z internetowego bloga nazwać nie mogę, jest w rzeczy samej – trochę straszna. I niebezpiecznie żenująca. Całość jest zbiorem luźnych myśli i spostrzeżeń na temat otaczającego nas świata. Nie jest to ubrane w żadną odkrywczą, ciekawą formę. Ot, rozdział za rozdziałem, jak w każdej innej książce tego typu. Wszystko to możesz dostać na pierwszej lepszej stronie w Internecie albo podczas wyjścia ze znajomymi. „Świnia ryje w sieci” to lektura, po której przeczytaniu stwierdzisz, że wydasz własną książkę w ramach myśli – „Hej! Ja nie mogę pisać gorzej! Skoro ktoś wydał to, to mnie też wydadzą!”

Krytykować jednak też trzeba umieć. Pigout ewidentnie nie umie. W niektórych rozdziałach możemy odnaleźć nieudolne próby „zdisowania” samego siebie, które zalatują żenadą i obłudą na odległość.

Jedno stwierdzenie w całej książce (na 256 stron!) było prawdziwe – autor sam przyznał, że na blogera się nie nadaje. I ja mogę pod tym podpisać się obiema rękami.  Po nabyciu tego wątpliwego dzieła i przeczytaniu kilku stron, dopada rozdzierające poczucie beznadziei i żal z powodu wydanych pieniędzy, bo książka do tanich nie należy. Smuci również niedotrzymana obietnica z opisu na okładce. Jeśli jesteś literackim masochistą – tak, jak ja – i jednak sięgniesz po tę książkę dowiesz się, że kupowanie na promocjach to idiotyzm, nie masz prawa bawić się przy muzyce, którą lubisz, a podczas Walentynek najlepiej zamalować okna na czarno.

Tego dramatu pisarskiego nie warto cytować na głos. Chyba, że lubisz, kiedy znajomi się z Ciebie śmieją. Szkoda tylko papieru, który musiał zostać zmarnowany na przepisanie pamiętnika nastolatka z sieci. Według starego porzekadła - nie wystarczy wepchnąć sobie pióra, aby zostać pawiem.

Katarzyna Filipińska
(katarzyna.filipinska@dlalejdis.pl)

Pigout, „Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera”, Edipresse Polska S.A Warszawa, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat