„Symfonia w bieli” – recenzja

Recenzja książki „Symfonia w bieli”.
Czas jest nieuchronny, to istoty przemijają. To lajtmotiv krótkiej obyczajówki brazylijskiej autorki.

Zgrany motyw, który udało się przemienić w coś nieoczekiwanego. Wpleść w beletrystykę istotne i ważne problemy.

Brazylii pożegnanie z realizmem magicznym
Na hasło Ameryka Południowa i literatura iberoamerykańska przychodzą do głowy takie tuzy pióra jak Marquez czy Llosa. W myślach pojawia się świat, który literackie akcenty kładzie pomiędzy realizm magiczny a twardą rzeczywistość polityczną tamtego regionu.

Dziś jest inaczej. Nie trzeba nawet nic wiedzieć o Brazylii, by czytać teksty stamtąd. Takie zaplecze nie jest potrzebne. To wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze – nie powstaje już tak dużo fabularyzowanej literatury politycznej. Po drugie – nowi autorzy odchodzą od tych tematów na korzyść wątków obyczajowych, stąd łatwość ich odbioru i uniwersalizm tekstów, gdziekolwiek byłby czytane.

Jedną z takich autorek – młodego polonia pisarzy jest Adrianna Lisboa. Pisze nie tylko klasyczne powieści, ale też wiersze, opowiadania i bajki dla dzieci. Oczywiście – jej największym sukcesem jest „Symfonia w bieli” nagrodzona wyróżnieniem opatrzonym imieniem samego Jose Saramago. I to właśnie takim pisaniem stoi i zachwyca dziś Brazylia. Sama Lisboa jest zaliczana do grona najważniejszych myślicielek i twórczyń swojego kraju.

Wspomnienia młodości ciągle warte uwagi
O czym jest książka, którą doceniła nawet kapituła pod patronatem autora „Miasta ślepców”? Mamy w książce trzy historie – Marii Ines, Clarice i Tomasa. To historie nadziei na życie, powolnego godzenia się, że nie zawsze – a zwykle często – nie jest tak jakbyśmy chcieli, a potem już tylko wspomnień tych planów.

Heroiną powieści jest Maria. To wokół niej krążą dwie pozostałe postaci. To ona daje światło nadziei i też ona je odbiera. Gdyby to była bajka o Kapciuszku, to byłaby rola dla Marii. Tomasa byłby księciem a Clarice siostrą. Do oryginału brakowałaby tylko szczęśliwego zakończenia. A jako takiego Lisboa nie zapanowała.

By zdradzić troszkę treści, a resztę pozostawić w ukryciu, powiem, że osią książki są wspólne tajemnice trójki bohaterów. I to takie tajemnice o których nie wypada mówić nikomu, nikomu poza własnym towarzystwem. To nie jest trudne, bo nasi bohaterowie nie mają ze sobą stałego kontaktu. Ale los chce, by to zmieniło się.

Stare grzechy nie chcą być zapomniane. Powrót do przeszłości, rozpamiętywanie tego co było i porównanie z tym co jest teraz, ma być nie tylko katharsis, ale domknąć przeszłość raz na zawsze.

W życiu bohaterów jest mniej niż miało być, choć nie jest też źle. Jest proste życie, pielęgnacja rytuałów. Ot, wszystko by dobrze żyć, ale nie niekoniecznie w szczęściu. Co dobre już było, co jest musi być. I tak płyniemy przez mnóstwo niedopowiedzeń, nim uda nam się dowiedzieć co właściwie poróżniło i odcisnęło piętno na bohaterach i co kradnie im myśli mimo upływu lat. Prawda i słowa to przywilej, a życie w ciszy to wybór. Ich wybór, by nie rozdrapywać ran, ale też taka decyzja, nad którą nie panują. Przeszłość, by odejść potrzebuje rozmowy i wyjaśnień.

Wielkim dodatkowym plusem książki są portrety całej trójki bohaterów – głęboko psychologicznie, dopracowane, wielowymiarowe. Czasami portret malarza, a nie żywy człowiek. Ale to dobrze dla tej książki.

I ważna rzecz dla wybierających kolejną lekturę. Jeśli ktoś nie czuje eksperymentów pisarskich, nawet opartych na zgranej historii, to nie jest pozycja dla niego. A wszystkim innym poszukującym nowych wrażeń literackich – polecam.

N.M. Kamińska
(natalia.kaminska@dlalejdis.pl)

Adrianna Lisboa, Symfonia w bieli, Poznań, Wydawnictwo Rebis 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat