Szaleństwo w otchłani wód

Recenzja książki „Czekając na Kolumba”.
Liryczne obrazy, nieprzepełnione dramatyzmem, wyrazistością ani mocniejszymi wrażeniami. Powieść z wątkiem historycznym odpowiednia na zimowy wieczór.

„Czekając na Kolumba” to opowieść o znalezionym w Cieśninie Gibraltarskiej mężczyźnie, który trafia do szpitala psychiatrycznego w Sewilli. Rozbitek twierdzi, że jest legendarnym nawigatorem – Krzysztofem Kolumbem. Gdy rozpoczyna swoją, zakotwiczoną w końcówce XV wieku historię, oczarowuje nią i lekarza prowadzącego, i przydzieloną do opieki pielęgniarkę. Kim jest ten człowiek? Skąd pochodzi? Dlaczego nikt go nie odwiedza? Czy urojenia są wynikiem jakiejś traumy, którą przeszedł, czy może kryje się za nimi coś innego?

Postać Consueli to nieudana próba zbudowania przez autora postaci kobiety pięknej i inteligentnej. Zamiast tego powstała postać nastolatki, która zauroczyła się, bo spotkała wreszcie w swoim życiu kogoś elokwentnego. Z każdym dniem coraz bardziej zafascynowana Kolumbem pragnie odkryć jego tajemnicę. Z jednej strony pielęgniarka marzyła o bliskości z drugim człowiekiem. Z drugiej pozwoliła sobie na zauroczenie pacjentem po kilku słowach jego opowiadania, co być może jest życiowe, ale przede wszystkim naiwne i nieetyczne.

Oprócz zauroczonej Consueli i szalonego Kolumba wątkiem przewodnim są też szachy. W literaturze polskiej szachy to motyw wciąż niedoceniany na szeroką skalę, natomiast „Czekając na Kolumba” jest nimi wprost przepełnione. Consuela, pielęgniarka opiekująca się tytułowym bohaterem, gra w szachy zarówno z Kolumbem, jak również z lekarzem prowadzącym w szpitalu psychiatrycznym. Zarówno Consuela jak i lekarz starają się w jakiś logiczny sposób dotrzeć do Kolumba - dać mata jego szaleństwu. Dzięki możliwości odczytania motywu szachów w powieści na wiele sposobów powieść „Czekając na Kolumba” zyskuje w mojej opinii duży plus.

Powieść Thomasa Trofimuka nie powala na kolana, ale przyciąga kontekstem, jakim jest czytelnicza znajomość Krzysztofa Kolumba, specyfiki gry w szachy czy wątków o szpitalach psychiatrycznych, tak popularnych w literaturze i filmie. Styl autora nie jest łatwy dla odbiorcy – brakuje w nim energii, głębi, wyrazu. Momentami akcja jest bardzo tajemnicza i nieoczekiwana, ale momentami przewidywalna, więc nie można nazwać jej porywającą. Książka nie znalazła się na liście moich ulubionych, ale mimo wszystko polecam ją dla zabicia czasu i oderwania się od szarej codzienności.

Joanna Swojak
(joanna.swojak@dlalejdis.pl)

Thomas Trofimuk, „Czekając na Kolumba”, Wydawnictwo Prozami, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat