„Szanta” – recenzja

Recenzja książki „Szanta”.
„Emilka uderzała w struny gitary, wygrywając melodię Hiszpańskich dziewczyn, a ja i Roma weszłyśmy w skórę wokalistek”.

„Szanta” to najnowsza powieść Wojciecha Wójcika, autora publikującego od 2016 roku i mającego na swoim koncie już ponad 15 książek. Co dziwne, mimo dużej poczytności autora, osobiście wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z jego piórem. Decydując się na lekturę tej konkretnej książki, kierowałam się raczej tematyką, aniżeli nazwiskiem pisarza. Już sam tytuł sugerował, że historia będzie dotyczyła żeglarskich klimatów, w czym utwierdził mnie opis wydawcy. Akcja powieści rozgrywa się w sąsiedztwie mazurskich jezior, a w tle rozbrzmiewają polskie szanty. Wszystko to buduje klimat, w którym mają miejsce prawdziwie dramatyczne wydarzenia. Wszakże samobójstwo w domu pośród lasu, na wprost własnego obrazu może wywołać dreszcze? Jak sądzicie?

W taki właśnie sposób rozpoczyna się akcja „Szanty”. Już od pierwszych stron powieści wkraczamy w świat, gdzie z każdego kąta wyłania się mrok. Samobójstwo lokalnego artysty jest jedynie zapowiedzią nadchodzących wydarzeń. Historia opowiedziana przez autora na kartach książki składa się z szeregu tajemnic, które są odkrywane krok po kroku, kartka po kartce. Co ciekawe, a z czym chyba wcześniej nie miałam styczności, za ujawnianie ukrytych tu „trupów” odpowiadają trzy zespoły: para policjantów, chyba najmniej aktywna w całym dochodzeniu, Hubert i Helena (zespół utworzony z przypadkowo poznanych osób na potrzeby chwili) oraz Jagoda, Roma i Emilka (pracownice muzeum). Każda z grup dąży do wyjaśnienia interesujących ich wątków, co w efekcie daje nam całkowity obraz mających miejsce wydarzeń.

Fabuła powieści jest naprawdę szeroko rozbudowana. Przyznam, że momentami można było się pogubić wśród hipotetycznych ofiar i domniemanych sprawców. Ich nagromadzenie zaciemniało całkowity obraz historii, przez co trudno było odgadnąć jej zakończenie. Zagłębiając się w tę historię, miałam poczucie, jakbym podążała przez ciemny las i to po omacku! Wcale nie oznacza to jednak, że mi się nie podobało. Wręcz przeciwnie, książkę czytałam z dużym zaangażowaniem, chcąc jak najprędzej dostrzec powiązania pomiędzy poszczególnymi tropami. Do tego bardzo odpowiadał mi klimat powieści: pogrążone w mroku lasy i jeziora, a na ich tle legendarny szaleniec z siekierą.

Trudno mi wskazać ulubioną postać z tej książki, gdyż ich ilość utrudnia przywiązanie się do konkretnego bohatera. Autor pozwala nam poznać każdego z nich po trochu, jednak historia żadnego z nich nie zostaje nam bliżej przedstawiona. Myślę, że to celowy zabieg pisarza, dzięki któremu udaje mu się uzyskać rozproszenie uwagi czytelnika, który musi ogarnąć wszystkie postaci uczestniczące w wydarzeniach. Tym sposobem trudno mu wyłapać informacje mające znaczący wpływ na toczące się śledztwa. Niemniej, mnogość treści i bohaterów sprawia, że opowiedziana przez autora historia jest złożona, a przez to dużo bardziej atrakcyjna dla odbiorcy.

„Szanta” to książka, która mocno angażuje czytelnika, dostarczając mu przy tym szeregu różnorodnych wrażeń. Dzięki umiejętnemu dawkowaniu informacji jego uwaga cały czas znajduje się w najwyższym stopniu gotowości. Tutaj nie ma chwili na oddech. To zdecydowanie książka dla tych, którzy lubią złożone intrygi, duszny klimat i mroczne sekrety z przeszłości.

Katarzyna Jabłońska

(katarzyna.jablonska@dlalejdis.pl)

Wojciech Wójcik, „Szanta”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat