Lubię powieści grozy i uważam, że klasyczne tytuły z tego gatunku powinny być wydawane na nowo. Warto je znać, by lepiej zrozumieć rozwój tego nurtu. Stąd interesuje mnie, co też wydawcy uważają za wciąż ciekawe. Czy „Szara dama” obroni się w dzisiejszych czasach?
Choć opowieść rozpoczyna się w latach 40. XIX w. na brzegu rzeki Neckary w Badenii-Wirtembergii, za sprawą starego pamiętnika przenosi się do poprzedniego stulecia. Do gospody przy młynie wodnym przybywa grupa przyjaciół, aby napić się kawy i schronić przed deszczem. Jeden z podróżnych zauważa portret pięknej młodej kobiety, wiszący na ścianie w domu młynarza. Gospodarz próbuje zaspokoić ciekawość gościa, wręczając mu stary pamiętnik. Opisana jest w nim historia Anny Scherer. Śliczna dziewczyna zostaje wysłana w podróż, podczas której poznaje szlachcica wysokiego rodu, pana de Tourelle. Mężczyzna szybko podejmuje starania o jej rękę. Anna pod naciskami rodziny godzi się na małżeństwo, mimo wewnętrznych wątpliwości i złych przeczuć. W efekcie zamążpójścia wyjeżdża do Francji, gdzie zostaje zamknięta w zamczysku Les Rochers…
Książka została wydana estetycznie, jednak nie przyciąga wzroku. Okładka pasuje do tego, czym „Szara dama” jest, a więc zarówno do samego gatunku i treści, jak również lat, z których pochodzi. To tyle, nie wydaje się zbyt pomysłowa.
Fabuła nie jest szczególnie zaskakująca, lecz nie można jej zarzucić także nudnej przewidywalności. W czasach współczesnych autorce na pewno była bardziej innowacyjna. Nawet jednak z perspektywy czasu, znaleźć można w niej parę ciekawych rozwiązań. Pochwalić należy klimat. Mimo że historia nie jest straszna, przyprawia o dreszcz. To typowa reprezentantka gotyckiego stylu, który właśnie jest dość ciężki i mroczny. Budzi raczej niepokój, niż strach. Potrafi utrzymać napięcie, mimo że nie ma w niej co szukać zbyt dynamicznej akcji (rozumianej przez pryzmat dzisiejszej literatury z gatunku horror). Obrazowe, acz nie za długie opisy budowały realia w udany sposób. Łatwo, czytając, przenieść się w miejsce akcji. Bohaterowie za to wydali mi się mało atrakcyjni, jednak też nie zbyt kartonowi. To jednak może wynikać z tego, iż obecnie po prostu nieco inaczej przedstawia się w książkach poszczególne postacie.
Całość czyta się średnio szybko, lecz raczej łatwo. „Szara dama” jest krótka, więc po prostu nie da się nią zmęczyć. Jednocześnie nie porywa... Warta przeczytania dla poznania klasycznego w końcu tytułu gotyckiej literatury, acz nie każdemu czytelnikowi może przypasować. Trzeba się nastawić na spokojną opowieść, wywołującą poczucie grozy, ale w zasadzie nie straszną (dla wielbicieli horrorów, bo jednak kogoś zupełnie stroniącego od tego gatunku trochę wystraszyć może).
Uważam, że tytuł także w dzisiejszych czasach sobie radzi, wciąż ma coś do zaoferowania, jednak nie jest to "must read".
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Elizabeth Gaskell, „Szara dama”, Wydawnictwo Mg, Kraków 2023.
Komentarze