„Szczęście” – recenzja

Recenzja książki „Szczęście”.
Życie może podarować nam szczęście, o jakim nigdy nie odważylibyśmy się śnić – i to w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy wszystko zdaje się walić jak domek z kart.

Wystarczy tylko otworzyć się na nowy scenariusz i czerpać z życia pełnymi garściami.

Książka Wioletty Gocoł pod tytułem „Szczęście” od początku podbiła moje czytelnicze serce. Już pierwsze strony powieści przekonały mnie, że warto poświęcić jej mój wolny czas. Autorka wciągnęła mnie do świata głównych bohaterów, pozwalając mi razem z nimi przeżywać ich problemy, rozterki, smutne i radosne chwile. Książka, przy której zapominamy o otaczającej nam rzeczywistości, ma największą moc – pobudza wyobraźnię, wywołuje skrajne uczucia i pomaga nam utożsamiać się z opisywanymi postaciami. Tak było i tym razem. Po skończonej lekturze trudno było mi odłożyć publikację na półkę i zająć się zwykłymi, codziennymi sprawami. Jeszcze przez jakiś czas w mojej głowie pojawiały się obrazy namalowane słowami przez pisarkę, a moje serce błądziło za głównymi bohaterami, chcąc jeszcze raz doświadczyć tych wszystkich emocji.

Wiktoria nosi pod sercem nowe życie – córeczkę Rozalkę. Powinna promienieć szczęściem i zarażać nim innych, a tymczasem dotyka swojego obolałego ciała i nasłuchuje kroków swojego męża, bojąc się o życie swoje i nienarodzonej jeszcze dziecinki. Zastraszona kobieta w końcu postanawia odejść od tyrana, uciekając na drugi koniec Polski, do swojej dawno niewidzianej babci Zosi. We wsi o wdzięcznej nazwie Szczęśliwce znajduje nie tylko spokój, ale i nadzieję na lepsze życie. Wraz z nimi na jej drodze pojawiają się duchy przeszłości, z którymi musi się zmierzyć, by móc odważnie patrzeć w przyszłość i położyć kres rodzinnemu fatum.

Książka Wioletty Gocoł poruszyła najwrażliwsze struny mojego serca. Zatopiona w lekturze zachwycałam się opisami, dialogami i losami bohaterów, które choć pełne cierpienia, dawały światło i nadzieję. Niewątpliwego uroku dodają powieści również liczne przepisy na ciasta, drożdżówki i inne potrawy rodem z babcinego zeszytu. Wszystkie te elementy tworzą jedną, spójną całość, która ma swój niepowtarzalny klimat. Nie będę ukrywać, że mam nadzieję wrócić do tej książki za jakiś czas – być może odkryję w niej nowe skarby, które na nowo mnie zachwycą.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Wioletta Gocoł, „Szczęście”, Wydawnictwo Novae Res 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat