„Szczęście w kolorze burgunda” – recenzja

Recenzja książki „Szczęście w kolorze burgunda”.
Zdarza się Wam mieć w życiu czas, w którym wątpicie nawet w najlepsze rzeczy, które Wam się przytrafiły? Ta książka pokazuje, że zupełnie nie warto.

Tuż przed czterdziestką Magdy zdarza się nagle wiele rzeczy. Jej ukochana przyjaciółka, Dorka, chce wyjechać na stałe do Anglii, pomimo że jej córka protestuje, próbując uciec z domu. W małżeństwie drugiej przyjaciółki, Majki, nie dzieje się najlepiej – głównie z powodu uporu kobiety i zazdrości jej męża. Magda ciągle chce się odchudzać, choć nie ma ku temu motywacji, zwłaszcza po tym, gdy otrzymuje pełne miłości SMS-y od nieznajomego. Nawet w jej stałym, acz – jak sama stwierdza – nieciekawym, małżeństwie układa się gorzej niż zwykle, gdy Boguś rezygnuje z wyjazdu do Zakopanego, a w tajemnicy przed Magdą kupuje… wannę z hydromasażem, której wcale nie montuje w domu! Nawet natrętna teściowa nie jest jednak w stanie złamać ducha w kobiecie, która do wszystkiego podchodzi z rezerwą i uśmiechem – i dobrze, bo gdyby było inaczej, na pewno pogrążyłaby się w czarnej rozpaczy. Czy czterdzieste urodziny okażą się dla Magdy czasem zmian na gorsze? A może wszystko jest dziełem śmiejącego się w ukryciu chochlika - losu?

Powieść „Szczęście w kolorze burgunda” to doskonały przykład na to, że polska proza kobieca ma się bardzo dobrze. Autorka, Karolina Kubilus, stworzyła świat, którego wcale nie trzeba tworzyć – bohaterowie mogliby równie dobrze mieszkać tuż obok nas. To sprawia, że w Magdzie jest skrawek każdej z nas, kobiet. Bohaterka powieści nie jest idealna, ale od wstępu darzymy ją sympatią, a chwilami również jej współczujemy czy dopingujemy do podejmowania życiowych kroków.

Powieść to świetny obraz tego, co dzieje się w głowie i duszy dzisiejszej kobiety – kobiety, która ma na ramionach odpowiedzialność za dom, rodzinę, bezpieczeństwo dzieci, wyprasowane koszule męża i szczęście przyjaciółek, które muszą komuś wypłakać się na ramieniu. Między żartami i lekkimi stwierdzeniami z przestrachem dostrzegamy ogrom obowiązków, jakie na barkach ma Magda, a zaraz potem dostrzegamy je… na naszych barkach. Dlatego właśnie bohaterka „Szczęścia w kolorze burgunda” jest nam tak bliska.

Choć fabuła i zamysł na powieść doceniłam od pierwszych chwil, to jednak język autorki powodował, że musiałam momentami odpoczywać od lektury. Krótkie, urywane zdania i niedopowiedzenia w nadmiarze zgromadzone na pierwszych stronach książki zdecydowanie były uciążliwe i całe szczęście, że z czasem ustępowały miejsca ciekawej akcji. Gdy tylko książka mnie wciągnęła, przestawałam zauważać męczące zabiegi stylistyczne i po prosto chłonęłam każdą jej stronę.

„Szczęście w kolorze burgunda” Karoliny Kubilus poleciłabym każdej kobiecie, która czuje, że ma na swojej głowie cały świat. Pokazuje, że czasem warto spojrzeć na wszystko z przymrużeniem oka, a obiad z torebki czy niewyprasowana koszula nie są najgorszymi rzeczami, które mogą przydarzyć się dzieciom i mężowi. Że czasem warto zrzucić winę na ramiona przypadku i po prostu przestać się martwić, a zacząć iść do przodu i walczyć o to, co jest w naszym sercu.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Karolina Kubilus, „Szczęście w kolorze burgunda”, wyd. Replika, 2014.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat