Od książek podróżniczych, przez te z przepisami i do nauki języków oraz kalendarze, aż po wszelkiej maści poradniki, głównie dotyczące szeroko pojętego rozwoju osobistego. Najnowsza pozycja podróżniczki to kontynuacja bestselleru „Jestem szczęśliwym singlem” i podobnie jak inne pozycje spod jej pióra została okraszona rysunkami autorki. Sięgając po ten praktyczny poradnik z interaktywnymi ćwiczeniami możemy się spodziewać poznania odpowiedzi na często frapujące nas pytania, np. „Dlaczego ciągle zakochuję się w niewłaściwych facetach?” albo idąc za tropem z tytułu: „Jak stworzyć szczęśliwy związek?”. Choć książka jest naprawdę obszerna, to rozdziały, choć wyjątkowo liczne, są dość krótkie. Chciałoby się powiedzieć „krótkie i zwięzłe”, ale o tym nieco więcej wspomnę w dalszej części recenzji.
Pierwsze trzydzieści rozdziałów książki poświęcone jest zdecydowanie nam samym, autorka skupia się na tym, abyśmy potrafiły lepiej zrozumieć podświadome wzorce, którymi się kierujemy. Odnosi się również bardzo często do tego, jaką drogę ona sama przeżyła i przywołuje liczne przykłady sytuacji i schematów myślowych z własnych doświadczeń. Kolejne rozdziały, około dwadzieścia z nich, skupia się już bardziej na wspomnianych wcześniej ćwiczeniach, choć pojawiają się one też we wcześniejszych rozdziałach. Jednak tak jak roboczo wyodrębniona przeze mnie pierwsza część książki skupiała się głównie na dość luźnych przemyśleniach związanych bardziej z jednostką, tak ta druga część poradnika odnosi się znacznie bardziej do życia we dwoje. Znajdziemy tam wiele opisów sytuacji i pytań do nich odnoszących się. Ostatnia część to powiedzmy podsumowanie tego, co przeczytaliśmy wcześniej, tu i ówdzie przeplatane znów ćwiczeniami.
Jedno muszę przyznać z marszu – ten poradnik jest inny, od większości książek o podobnej tematyce, po które kiedykolwiek sięgnęłam. Obala zazwyczaj zachwalane wałkowanie naszych emocji, ciągłe rozmowy z partnerem, opisywanie tego, co czujemy, upewnianie się, że zrozumie on, co nas rani i co zrobił źle. Szczerze? Ja to kupuję. Każda z nas ma na pewno inne doświadczenia i na każdego człowieka zapewne działa, co innego. Bazując jedynie na moich osobistych przeżyciach oraz relacjach z partnerami, to śmiało stwierdzam, że to, co pisze Beata, ma absolutnie sens. Ja nie widzę żadnych cudownych rezultatów, po stosowaniu się do słynnego „musisz mu dać zrozumieć swoje emocje” oraz „on musi wiedzieć, co zrobił źle”. Mam wrażenie, że od ponad dekady, w sferze poradników o związkach króluje to podejście i patrząc również obiektywnie na problemy moich koleżanek czy kolegów, to chyba za często się to nie sprawdza. Zamiast pomóc partnerowi zrozumieć nasze emocje, budujemy tylko w nim wieczne poczucie winy prowadzące do frustracji. Podejście przedstawione nam przez autorkę tego poradnika pozwoli nam skupić się na sobie, swoim życiu wewnętrznym i wzięciu samej odpowiedzialności za swoje emocje, co jest świetną sprawą, bo mając to, jesteśmy w stanie wieść pełne zadowolenia życie z partnerem lub bez niego.
Wspomniałam wcześniej o tym, że rozdziały są krótkie, jednak jak zwykle w przypadku książek Beaty Pawlikowskiej nie mogę powiedzieć, że są też zwięzłe. Mimo mojej ogromnej sympatii do autorki i pełnego poszanowania jej mądrości, które uważam, że naprawdę są warte tego, aby się z nimi zapoznać, nie mogę znieść jej chorobliwego wręcz rozcieńczania treści. Kolejny raz tutaj mamy tego przykład. Autorka dzieli się z nami naprawdę świetnym przemyśleniem, jedno lub dwa zdania mają taką moc, że w głowie zaświeca mi się metaforyczna żarówka. Tylko że potem mielimy tą jedną myśl przez kolejne akapity, kolejne strony. Mam wrażenie, że Pawlikowska zawsze musi powtórzyć swoją myśl na dziesięć różnych sposobów, niestety według mnie bardzo to nie służy jej książkom. Przez to naprawdę dobre, ważne treści giną wśród potoku słów.
Kiedy zaczęłam czytać „Szczęśliwe związki” pomyślałam sobie: „Wow, ta książka jest rewolucyjna!”, a no i naprawdę myślę, że jest, a na pewno mogłaby być, gdyby autorka jednak zdecydowała się skondensować swoje myśli, tak aby ważny przekaz nie gubił się wśród licznych anegdotek, metafor czy odniesień do życia autorki lub innych osób. I tak choć ten poradnik zawiera w sobie naprawdę dobre porady, które warto natychmiastowo wprowadzić w swoje życie, tak tyle tutaj jest, mówiąc brzydko, lania wody, że, niestety, traci to na jakości. Nie rozumiem potrzeby powtarzania w każdej książce, a tak było w przypadku każdej książki Beaty Pawlikowskiej po którą sięgnęłam, tych samych przemyśleń, tych samych historii, tych samych treści. Zakładam, że to wszystko się czyta i sprzedaje, skoro powstają kolejne i kolejne poradniki tejże autorki, jednak gdyby naprawdę skondensować to, co ma ona do powiedzenia w zaledwie dwóch, maksymalnie trzech nie nazbyt grubych książkach, to jakość tych poradników byłaby naprawdę niebywała, godna przeczytania i polecenia dalej.
Biorę pod uwagę, że po przeczytaniu tej recenzji nie jesteście dalej pewne czy uważam, iż „Szczęśliwe związki” warto przeczytać, czy niekoniecznie. Czy mi się to podoba, czy nie, to zdecydowanie muszę szczerze odpowiedzieć - tak, warto. Jednak koniecznie z notatnikiem i zapisywaniem sobie tych naprawdę ważnych myśli, czy cytatów, a także z bardzo szczerym i otwartym podejściem do ćwiczeń w niej zawartych.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Beata Pawlikowska, „Szczęśliwe związki. O miłości, wolności i szczęściu”, Świat Książki, Warszawa, 2022
Komentarze