„Szept w popiołach jutra” – recenzja

Recenzja książki „Szept w popiołach jutra” .
Przemoc w białych rękawiczkach to temat trudny i ważny. Czy historia Inki, która ucieka od męża, okazała się tak poruszająca i przekonująca, jak zapowiadał opis?

Inka przez lata żyła w piekle, aż w końcu, pod osłoną nocy, odważyła się na ucieczkę. Wraca do rodzinnego Grudziądza, gdzie przyjaciele dają jej dach nad głową, a los ponownie stawia na jej drodze Janka – mężczyznę, o którym nigdy nie zapomniała. To poruszająca opowieść o szukaniu bezpieczeństwa i powrocie do dawnych uczuć. Pytanie tylko, czy można patrzeć w przyszłość, gdy traumy wciąż nie dają o sobie zapomnieć?

Doceniam autorkę za to, że porusza niewygodny temat przemocy w związku – również tej „w białych rękawiczkach”: emocjonalnej i finansowej. Czytałam dwie inne książki tej pisarki, oceniam je wysoko, więc spodziewałam się naprawdę dobrej lektury. Niestety bardzo się zawiodłam. Przez bite dwa tygodnie nie mogłam tej książki „zmęczyć”.

Styl, w którym została napisana ta powieść, nuży niczym szkolna lektura. Rozwlekłe opisy i prowadzone na siłę dialogi niewiele wnoszą do fabuły. Do tego dochodzi mocno lukrowany obraz życia, który spotyka Inkę natychmiast po decyzji o odejściu od męża. Rozumiem, że autorka chciała dać nadzieję kobietom w trudnej sytuacji, ale po prostu źle się to czytało. A już wszelkie zdrobnienia imion, wszystkie „Aluś” i „Inuś” powtarzane niezliczoną ilość razy, powodowały mój dyskomfort. Również fragmenty będące retrospekcjami słabo tutaj zagrały. Zamiast dodawać perspektywy i wpływać na to, jak postrzegamy Inkę, jej relacje z Alicją, Jankiem, po prostu nudziły.

Jestem zaskoczona, bo gdyby to był debiut, byłabym w stanie to zrozumieć. Mamy tu jednak pisarkę z doświadczeniem i dotychczas naprawdę dobrym piórem, a powstała książka, przez którą naprawdę ciężko przebrnąć. Uważam, że powieść nie musi być napisana idealnie, byle historia była wciągająca. Tutaj, mimo trudnego tematu, tego zabrakło. Czytelnik musi też polubić bohaterów, a ja z żadnym nie poczułam więzi. Sama Inka nie wzbudziła mojej sympatii – zamiast na jej wewnętrznej przemianie i odzyskiwaniu siły, zbyt wiele uwagi poświęcono romansowi i miłości sprzed lat. Rozumiem potrzebę posiadania „silnego, męskiego ramienia”, ale tutaj cała przemiana bohaterki sprowadziła się do powrotu do starego związku.

Zazwyczaj unikam komentowania zakończeń, ale tutaj nie sposób o nim milczeć. O ile zbyt łatwe życie bohaterki to jeszcze nie zbrodnia, o tyle plot twist na końcu to już prawdziwy „fikołek”. Akrobacja wielce karkołomna i, co najważniejsze, kompletnie nieudana. Dobre zakończenie mogłoby jeszcze uratować tę książkę, na co liczyłam, mimo że po dwóch trzecich objętości przeskakiwałam już akapity. Niestety finał wygląda na nienaturalny twór, doklejony na siłę i niespójny z resztą. Taki zabieg mógłby się udać, gdyby był dobrze wykonany, a tutaj tak nie było.

Pozostaje mi polecić inne książki autorki, w przypadku tej pozycji niestety nie potrafię zrobić tego z czystym sumieniem.

Joanna Adamski

Monika Cieluch, „Szept w popiołach jutra”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat