Lecz jedno było pewne, gdzie lekarz nie pomoże, tam „Stara Oleszczukowa” coś zaradzi.
„Jak każde stworzenie boskie, człowiek jest sam w sobie doskonały. Nic w nim nie trzeba poprawiać, powinien tylko trzymać się pewnych reguł, ale to właśnie stało się w dzisiejszych czasach bardzo trudne. Świat narzuca nam styl życia, który jest całkowicie niezgodny z ludzką naturą”.
W pewnej uroczej, małej wsi na Podlasiu mieszkała dziewczyna o ślicznym imieniu Olena. Żyła w skromnej chatce razem z babcią, zwaną przez miejscowych „Starą Oleszczukową”. Olena od zawsze różniła się od swoich rówieśników, od zawsze także znała słodycz władzy, ale też gorycz samotności. Jednym z powodów jej inności był fakt, że babcia dziewczyny posiadała niezwykłą wiedzę polegającą na wszechstronnej znajomości ziół, które uleczą niemalże każdego. „Stara Oleszczukowa” znała receptę na każdą dolegliwość czy chorobę; niejednokrotnie okazywała się skuteczniejsza od lekarza. Babcia Oleny nie tylko była uosobieniem mądrości, bowiem niektórzy ludzie we wsi utożsamiali ją z czarownicą, przez co obie Oleszczukowe były tematem różnych plotek.
„Wieś się wyludniała. Młodzi wyjeżdżali do miast albo za granicę, uciekali od mozolnej pracy, błota, nudy i kurzego gówna na podwórku. Kobiety poznikały pierwsze: były obrotniejsze i bardziej zdeterminowane (…). Z miast natomiast napływali entuzjaści dzikiej, nieskalanej cywilizacją natury, mleka prosto od krowy, różowych prosiaczków i świeżo wyklutych piskląt. Marzyła im się wieś pachnąca świeżo skoszonym sianem (…)”.
Do podlaskich Waniuszek przyjeżdżają turyści z Warszawy, a wraz z nimi zjawia się także Alek Litwin, znany i ceniony reżyser. Filmowca na wieś sprowadza wiadomość o pewnym tajemniczym pustelniku, który do drzew przybijał lalki. W pewnym momencie losy sławnego warszawiaka i Oleny skrzyżują się, a ona zdradzi mu pewien rodzinny sekret i chociaż raz poczuje się doceniona.
„Cała nasza rzeczywistość zredukowała się ostatnio do konsumpcji. Jedni konsumują, a inni produkują, aby zaspokoić ich rzeczywiste i wymyślone potrzeby. Co zresztą nie jest możliwe, bo im więcej człowiek ma, tym więcej pożąda. Mimo to każda istota ludzka tęskni za innymi wartościami, potrzebuje tradycji, norm i emocji, których nie daje posiadanie coraz to nowych przedmiotów”.
„Szeptucha” to bardzo oryginalna i ciekawa lektura, ukazująca zderzenie dwóch światów (dwóch mentalności): żyjącej w zgodzie z naturą i porami roku wsi oraz nieustannie goniącej w pośpiechu Warszawy. W fabułę książki wpleciona jest przepiękna, ciepła, sielska opowieść oraz sekret rodziny Oleszczuków. Uważam, że Iwona Menzel nie mogła wykreować lepszej głównej bohaterki – Olena jest bardzo mądra i cudowna. Kibicowałam jej szczęściu na każdym etapie czytania.
Autorka (pochodząca z Warszawy) we wspaniały sposób opisała swoją fascynację Podlasiem, polską wsią, tradycją. Uważam, że na rynku wydawniczym powinno ukazywać się więcej tak wspaniałych opowieści jaką jest „Szeptucha”. Dlatego też serdecznie zachęcam do jej przeczytania, refleksji i „złapania” chwili wytchnienia w tym dynamicznym trybie życia. Nie wspominając już o przyjemności z literackiej fascynacji główną bohaterką.
Ewelina Grzesiuk
(ewelina.grzesiuk@dlalejdis.pl)
Menzel Iwona, „Szeptucha”, Wydawnictwo MG, Kraków 2014 r.
Komentarze