Wiadomość o pojawieniu się nowej powieści autorstwa Nory Roberts napawała mnie ogromnym entuzjazmem. Z niecierpliwością czekałam na to, by wreszcie na własnej skórze doświadczyć literackiego kunsztu znanej na całym świecie autorki romansów. Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę, to przede wszystkim okładka. Piękna kobieta o długich rudych włosach w granatowej sukni, stojąca nad brzegiem większego zbiornika wodnego dała mi pewne przekonanie, że moje pierwsze zetknięcie z twórczością Nory Roberts zapamiętam do końca życia. Rzeczywistość jednak spłatała mi dużego figla.
Grupa strażników przystępuje do walki z groźną i złą królową Nerezzą, która nie tylko zawłaszczyła sobie podarowane przez inne boginie gwiazdy, ale chce również zniszczyć cały świat i pokonać strażników. W realizacji niecnych planów pomaga jej nieśmiertelny człowiek – demon, który jest największą przeszkodą stojącą na drodze do pokonania potężnej bogini. Archeolog Riley Gwin, walcząca u boku swoich współtowarzyszy, zaczyna także walkę z rodzącym się uczuciem, które żywi do Doyle’a. Jak się później okaże – ze wzajemnością.
Mam świadomość tego, że akurat trafiłam na taką, a nie inną książkę z całego literackiego dorobku Nory Roberts, ale powiem szczerze, że chyba jeszcze nigdy się aż tak nie zawiodłam. Nie mogę odmówić talentu tej wielkiej pisarce, jednak sama treść książki i jej fabuła kompletnie nie przypadły mi do gustu. Ciężko mi znaleźć jakieś zalety tej powieści, bo choć sama romantyczna historia, historia miłości rodzącej się pomiędzy Riley Gwin a jej towarzyszem na pewno ma swój urok, to jednak cała otoczka, kreacja bohaterów, a przede wszystkim lekko naciągana historia o boginiach i demonie nie pozwalają mi naprawdę zachwycić się tą powieścią. Jako osoba, która nie przepada za fantastyką, naprawdę męczyłam się czytając tę książkę. Podkreślam jednak, że jest to jak najbardziej subiektywna ocena samej treści. Jeżeli chodzi o kunszt literacki Nory Roberts to naprawdę chylę czoła. Szkoda tylko, że musiałam akurat trafić na tak czysto fantastyczną opowieść.
Ocenę i decyzję o kupnie lub wypożyczeniu książki w tym przypadku w całości pozostawiam Wam. Jeżeli lubicie fantastykę, to powieść na pewno Wam się spodoba. Jeśli jednak stronicie od tego gatunku literatury tak samo, jak ja, to odradzam Wam czytanie tej książki – dla takich osób to tylko strata czasu. Niemniej jednak możecie pokusić się o przeczytanie innych pozycji autorstwa Nory Roberts. Ja osobiście nadal mam nadzieję, że kolejna jej książka mnie urzeknie.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Nora Roberts, „Szklana wyspa”, Prószyński i S-ka 2017
Komentarze