Książki, w których zwyczajna rzeczywistość niespodziewanie otwiera drzwi do krainy magii, od lat mają wiernych czytelników. „Harry Potter”, „Magiczne drzewo” czy „Opowieści z Narnii” pokazały już, że najlepsze fantastyczne przygody często zaczynają się od bardzo zwyczajnych bohaterów. Maja Meren w „Szmaragdowej dolinie. Tajemnicy Altery” również wybiera tę drogę, ale zamiast czarodziejskiej szkoły czy zaczarowanej szafy proponuje nam świat elfów, chochlików, varuli i jednorożców.
Aleks nie jest typem chłopaka, po którym spodziewalibyśmy się ratowania świata. Lubi gry komputerowe, w szkole nie ma łatwo, bo grupa kolegów skutecznie uprzykrza mu życie. Wszystko zmienia się w chwili, gdy przypadkowo spotyka rudowłosą Nemetti. Dziewczyna nie tyle prosi go o pomoc, ile właściwie stawia go przed faktem dokonanym. Chwilę później Aleks przechodzi przez tajemniczy portal i trafia do Altery – magicznego świata, w którym niebezpieczeństwo jest znacznie bardziej realne niż szkolne problemy.
Wrogowie pojawiają się nieoczekiwanie zarówno w świecie ludzi, jak i elfów, a na czele zagrożenia stoi Maldok, który bezwzględnie wykorzystuje słabość przeciwników. Aleks szybko przekonuje się, że znalazł się w samym środku wydarzeń, od których zależą losy całej krainy. Czy przepowiednia się spełni i to właśnie ten niepozorny chłopiec okaże się tajemniczym wybawicielem? Oczywiście nie byłaby to powieść fantasy, gdyby zabrakło w niej przyjaciół, niezwykłych stworzeń, magicznych przedmiotów i nietypowych umiejętności.
Przemiana Aleksa okazała się dla mnie jednym z najciekawszych elementów książki. Autorka nie robi z niego nagle herosa, który bez mrugnięcia okiem pokonuje kolejnych przeciwników. Chłopak nadal się boi, popełnia błędy i nie zawsze wie, co powinien zrobić. Uczy się jednak działać pomimo strachu, ryzykując właściwie wszystko. To znacznie ciekawsza lekcja niż proste przekonanie, że odważny człowiek to ten, który niczego się nie boi. Tutaj odwaga oznacza raczej decyzję, by mimo wszystko zrobić krok naprzód i spróbować coś zmienić. Zresztą pierwsze oznaki odwagi widzimy już w szkole, kiedy chłopiec staje w obronie młodszego kolegi.
Maja Meren bardzo dobrze radzi sobie z kreowaniem Altery, która ma wszystko, czego można oczekiwać od młodzieżowej krainy fantasy: niezwykłe stworzenia, magiczne przedmioty, nietypowe moce i własne zasady, które Aleks musi dopiero poznać. Widać, że autorka przemyślała konstrukcję tego miejsca, a dodatkowym atutem jest mapa Szmaragdowej Doliny. Dzięki niej łatwiej odnaleźć się w przestrzeni, która dla Aleksa jest równie nowa jak dla czytelnika. Na brawa zasługują również liczne, szczegółowe opisy, które tworzą klimat opowieści.
Podobało mi się także to, że w pewnym momencie historia zwalnia. Początkowo akcja pędzi niemal bez zatrzymywania, później dostajemy więcej informacji o elfickich zwyczajach i funkcjonowaniu magicznej krainy. Dla młodszych czytelników może to być nużące, a i ja po pewnym czasie liczyłam już na jakiś fabularny twist. Pod koniec akcja ponownie przyspiesza, ale finał pozostawił mnie z lekkim niedosytem. Liczyłam na nieco większe fajerwerki i mocniejsze domknięcie przygody. Zamiast tego dostałam kilka uchylonych drzwi – najwyraźniej z myślą o kolejnych częściach. Mam nadzieję, że drugoplanowa postać, czyli mama Aleksa, będzie miała jeszcze coś do powiedzenia w przyszłości, bo jej zachowanie chwilami było dość zagadkowe. Zresztą w tej części moje serce skradła nietypowa sąsiadka z kotem, która pojawiała się zawsze w odpowiednim momencie.
„Szmaragdowa dolina. Tajemnica Altery” to przede wszystkim opowieść o przyjaźni, dorastaniu, poświęceniu i odkrywaniu własnej siły. Nie próbuje być bardziej skomplikowana, niż wymaga tego historia, i chyba właśnie dzięki temu dobrze sprawdza się jako książka dla młodych czytelników. Jest lekka, przygodowa i pełna magii, ale przemyca przy tym całkiem uniwersalne prawdy.
Książka przeznaczona jest dla dzieci od dziewiątego roku życia, choć sądzę, że nieco starsi czytelnicy mogą czerpać z niej więcej przyjemności. Dorośli również znajdą tu coś dla siebie – choćby przekonanie, że fantastyczne światy być może wcale nie są tak daleko, jak nam się wydaje. Warto czasem patrzeć uważniej. Nigdy nie wiadomo, za którym rogiem zaczyna się kolejna przygoda. A jeśli autorka rzeczywiście planuje kolejną wyprawę, mam nadzieję, że następnym razem pozwoli sobie na jeszcze więcej fantazji – i trochę mniej hamulca.
Anna Wasyliszyn
Maja Meren, „Szmaragdowa dolina. Tajemnica Altery”, Wydawnictwo Wilga, Warszawa, 2026.
Komentarze